W dzieciństwie wielokrotnie słyszałem o jakichś “unijatach”, którzy w nocy spotykali się w opuszczonej szopie stojącej na odludnej leśnej polanie, aby chrzcić dzieci, brać ślub, spowiadać się czy przystąpić do Komunii świętej. Dziwne to dla mnie było wielce. Przecież mogli poczekać do niedzieli i przed południem pójść z tym do kościoła, myślałem sobie. Nie wiedziałem, że mógł to być los sąsiadów z najbliższych wsi sąsiadujących ze Strusami.
Ten wpis poświęcić chcę pamięci bohaterskich mieszkańców wsi graniczących ze Strusami: Hołubli, Krześlina, Czepielina i Stoku Ruskiego. Byli oni potomkami osadników ruskich, którzy na Podlasiu osiedlali się w czasie podobnym, co osadnicy, którzy otrzymali od ks. Witolda nadania na południowym skraju Wielkiego Księstwa Litewskiego. W wieku XIX zachowali swoją wiarę wyznania greckokatolickiego. Organizacyjnie przynależeli do diecezji chełmskiej obrządku greckokatolickiego, która podzielona była na 21 dekanatów. Nas interesuje dekanat sokołowski, w skład, którego wchodziły parafie: Czekanów – 35 osób, Czołomyje – 650, Gródek – 681, Grodzisko – 737, Hołubla – 173, Łazów – 137, Łysów – 292, Rogów – 265, Sawice – 36, Seroczyn – 253, Sokołów – 894, Szkopy – 228. [za: Czasy Nerona w XIX w…, Bojarski, Lwów, 1878, s. CXX]
Po upadku Powstania Styczniowego car wydał ukaz o przymusowym przyłączeniu Cerkwi Greckokatolickiej do Cerkwi Prawosławnej. W wyniku oporu przeciw likwidacji Kościoła Greckokatolickiego w Królestwie Polskim w latach 1873–1875 aresztowano setki unitów. Aresztowanych wsadzano do więzień w Brześciu, Białej Podlaskiej i Siedlcach. Ponieważ ich pobyt w więzieniu nie zmienił ich stosunku do prawosławia, władze carskie szukały nowego sposobu “nawrócenia” unitów na prawosławie.
Pobyt w więzieniach, dodatkowo stwarzał niebezpieczeństwo, że staną się męczennikami w oczach innych unitów. W tej sytuacji postanowiono wysłać ich na tereny pozbawione ludności unickiej. Carski generał-gubernator Paweł Kotzubue latem 1875 r. rozważał możliwość przeniesienia aresztowanych unitów do więzień śledczych w Kaliszu i Warszawie. Ostatecznie jednak na wniosek wicegubernatora siedleckiego Aleksandra Pietrowa postanowiono najbardziej oporne osoby zesłać do guberni chersońskiej i jekaterynosławskiej, prawdopodobnie do czasu aż przejdą na prawosławie. Wydaje się, że nikt nie skorzystał z tej sposobności. Z niżej wymienionych 35 osób tylko 7 wróciło po 30-letnim zesłaniu.
Początkowo, 17 kwietnia 1875 r., zesłano 30 najbardziej opornych unitów “dla przykładu”, na zastraszenie innych. Byli to mieszkańcy powiatów: bialskiego, konstantynowskiego, radzyńskiego i włodawskiego. Powiat siedlecki został na razie oszczędzony.
Dokumenty archiwalne świadczą, że największą liczbę unitów, to jest 257 osób wytypowanych do zesłania we wrześniu oraz 17 osób zwolnionych z więzień i ponownie aresztowanych, wysłano do wymienionych wcześniej guberni w dniach 14 i 17 grudnia 1875 r. Gubernator chersoński, dnia 12 stycznia 1876 r. potwierdził, że do guberni chersońskiej przybyło 160 unitów, a do guberni jekaterynosławskiej 112 unitów. Ostatecznie do guberni chersońskiej i jekaterynosławskiej trafiło prawdopodobnie 334 unitów z guberni siedleckiej.
Okazało się jednak, że pobyt opornych unitów na wygnaniu nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Dlatego gubernator siedlecki proponował, aby zesłanych skupić w kolonie i przymusowo przesiedlić do nich ich rodziny. W latach 1887–1888 około 40-u z nich zesłano wraz z rodzinami do guberni orenburskiej.
Oto nazwiska tych, których pamięć w tym wpisie chcemy uczcić:
Spis unitów przebywających, w siedleckim i bialskim więzieniu, którzy zostali zakwalifikowani do zesłania w głąb imperium (sporządzony w Siedlcach dnia 11 września 1875 r.)
Z więzienia w Siedlcach:
- Andriej Klimczuk (Klimiuk) – Hołubla
- Iwan Klimczuk (Klimiuk) – Hołubla
- Ławrientij Łopatiuk – Hołubla
- Iwan Chodowiec – Hołubla
- Mateusz Chodowiec – Hołubla
- Wikientij Chodowiec – Hołubla
- Marcin Wojciuk – Hołubla
- Karol Radczuk – Krześlin
Z więzienia w Białej [Podlaskiej]:
- Michaił Andriejczuk (Andrzejuk) – Hołubla
- Iwan Borsuk – Hołubla
- Mateusz Chodowiec – Hołubla
- Paweł Chodowiec – Hołubla
- Josif Ogrodniczuk – Hołubla
- Piotr Zabuski – Hołubla
Spis uzupełniający do listy unitów zesłanych w głąb imperium (sporządzony w Siedlcach dnia 15 stycznia 1876 r.)
- Nikołaj Marczuk – Czepielin
- Franc Kobak – Stok Ruski
- Adam Łopaciuk – Stok Ruski
- Michaił Zacharczuk – Stok Ruski
Powyższe informacje cytuję za: Zesłania unitów z Południowego Podlasia do guberni chersońskiej i jekaterynosławskiej w latach 1875-1876, Dariusz Tarasiuk, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
Do tej listy mężczyzn z Hołubli trzeba dodać jeszcze siedemnaście nazwisk wywiezionych prawdopodobnie na Syberię. Są to:
- Jan Bokowiec
- Kazimierz Chodowiec
- Paweł Chodowiec
- Szymon Jaszczuk
- Jakub Jerominiak
- Stefan Karabin
- Mikołaj Klioniuk
- Jan Lis
- Jan Łopaciuk
- Jan Ogrodniczuk
- Konstanty Szelech
- Tomasz Szelech
- Jan Trochimiuk
- Paweł Wilgórski
- Wawrzyniec Wojciuk
- Teodor Wojciuk
- Piotr Wołosiuk
Informacje o nich znajdują się w Archiwum Państwowym w Siedlcach, zesp. 62/2116/0.
Jeśli ktoś z PT Czytelników chciałby podzielić się wspomnieniem rodzinnym prześladowań religijnych, szczególnie Unitów – Greckokatolików, zachęcam do komentowania.
Dla wyobrażenia o, charakterze i świadomości ludu unickiego na Podlasiu, gdzie najsilniejszy był opór przeciw prawosławiu [dla unitów – schizmie], przytaczamy tu list Szymona Lasko, gospodarza ze wsi Lisiowólka, pisany do ks. Jana Bojarskiego, autora książki przywołanej na końcu tego wpisu, a opisujący, co się działo w pierwszych dniach po zaprowadzeniu zmian, nakazanych ukazem w r. 1874, w bezwolskiej parafii, do której należała Lisiowólka. Wieś ta położona jest ok. 60 km na południe od Hołubli, w tej samej guberni siedleckiej zaboru rosyjskiego. List ten cytujemy dosłownie:
Rozesłał popom car postanowienie, aby w chełmskiej dyecezyi wprowadzić carosławie, czyli schizmę, od l-go stycznia ruskiego. Nasz ksiądz, Jan Eustachiewicz, przed dniem nowego roku w niedzielę po mszy odczytał, że już na nowy rok carosławskie schizmatyckie nabożeństwo będzie. Jak zaczął czytać, parafianie padli krzyżem i płakali, i nikt jego czytania nie słuchał. Jak odczytał, to jeszcze na zdradę powiedział:
– nie miejcie tego za złe, bo to nie tylko w naszej parafii, ale wszędzie stara unia powraca.
Jeszcze pół godziny płakali, jak z cerkwi wyszedł, bo każdy wiedział, że kłamie, bo to się robi bez rzymskiej wiadomości. Doczekali nowego roku z Bezwoli ludzie, i do cerkwi jak na śmierć idą, bo nie wiedzą, co się ma stać, przychodzą. Patrzą, jutrznia się prawi, lecz na jutrznię nie dzwonili. Dlatego, domyślają się, aby księdzu nie przeszkodzili.
Popatrzyło kilku ludzi, wychodzą na cmentarz i lamentują; coraz się więcej ludzi zgromadza, i pytają jedni drugich: co się dzieje w cerkwi? Od powiadają, że zmiana we wszystkim: zamknął się pop, diaków podobierał; gorzej i u schizmatyków nie ma. A kompania coraz większa przybywa z wsiów, do cerkwi wchodzą, a na boku stoi strażnik, żyd zmoskalony; nazwisko jego Mącarz; nie wychrzczony, bo żydówka, żona jego i dzieci żydowskie w Wohyniu mieszkają. W mundurze moskiewskim z szablą przyszedł bronić popa, aby mu ludzie nic złego nie zrobili. Jakób Lasko, Piotr Korneszuk, sąsiedzi z Lisiowólki, przybywszy slyszą od kompanii, że w cerkwi odmiana.
– Chodźmy obaczym, rzekłszy, weszli do cerkwi, i widzą podług dawniejszego nabożeństwa wszystko inaczej.
Od sygnaturki zarzucił pop sznurek wysoko na lampę, aby nie dzwonić; oni opuścili lampę, sznurek odjęli, i Jakób zaczął dzwonić. Ludzi pełno weszło do cerkwi, i żyd zmoskalony przylazł jak szatan, stanął koło Pana Jezusa w drzwiach, i patrzył się tylko, kto pierwszym będzie w głośnym oporze. Ludzie padli krzyżem, błagając Boga o przemianę, a Jakób krzyknął:
– co my będziemy słuchać jego schizmatyckiego nabożeństwa; nie dajmy plamić domu Bożego!
Na te słowa ludzie ruszyli się wszyscy do popa, otworzyli drzwi carskie i krzyknęli:
– nie dajmy temu schizmatykowi odprawiać, bo by się ucieszył, gdyż za pierwsze wprowadzenie schizmy nabrałby rublów od cara!
Krzyk, płacz, jęki, jakby się ziemia zapadała.
Jakób zrobił porządek, powyrzucał moskiewskie obrazy, i wszystkie carsko-schizmatyckie porządki; dziewczęta za ołtarz wrzuciły carski obraz, przez rząd nadesłany. Stanęli wszyscy ludzie przed popem, a Szymon Lasko zawołał:
– uciszcie się! Przestali płakać i krzyczeć. Natenczas Szymon rzecze:
– na co nam ksiądz schizmatyckie nabożeństwo wprowadza, kiedy nasi ojcowie takiego nie znali i my znać nie chcemy? Pop na to:
– czekajcie ludzie, dajcie mi pokój, niech odprawię nabożeństwo. Ludzie krzyknęli:
– nie damy; niech ksiądz prawi tak jak dawniej, to damy pokój, a jak nie, to niech wyginiemy za przykazanie Chrystusowe, a nie damy plamić domu Bożego!
– To ja zrzucę ubranie i odrzekę się być u was księdzem. Na to krzyknęli:
– oby nasze oczy cię nie widziały; przedałeś nas jak Judasz; teraz sam się, jak on, powiesisz, krzyczą wszyscy,
– wynoś się.
Zaraz żyd przyszedł do carskich wrót, stanął i uważał, ale się nic nie odzywał.
Szymon jeszcze zapytał popa:
– niech nam ksiądz wytłumaczy, co napisano w ewangielii; kto wchodzi drzwiami, ten jest pasterz dobry, ale którędy indziej, ten jest złodziej. Bał się, aby go nie nazwali złodziejem, więc odpowiedział:
– wy tego nie rozumiecie.
Na to krzyknęli wszyscy:
– a to niech nam ksiądz powie sam, ale on nic na to nie odpowiedział, tylko powtarzał:
– co ja zrobię, kiedy rząd tak nakazuje?
– Trzeba było pójść za tamtymi do więzienia, powiedzieli mu,
– którzy woleli więzienie, jak opuścić Boskie przykazanie; takim będzie miło na strasznym sądzie stanąć przed Bogiem, a jakże ksiądz staniesz za nas? Potopiłeś nas i zgubiłeś!
Poczem zrzucił z siebie ubiór, poszedł do plebanii, a bratczyk odsłonił obraz Matki Boskiej Różańcowej, aby się pomodlić, jakby raz ostatni; był on prześliczny, jak żywy.
Pomodliwszy się, wyszli ludzie na cmentarz naradzić się, czy iść do domu, czy samym modlić się.w cerkwi. Zyd zmoskalony wypytywał się ławników i sołtysów, jak się nazywa Szymon i syn jego Jakób, a Piotra nie zauważał. Jan Pachoć krzyczał na popa:
– kto pokradł dzwonki? dziś byłem na warcie koło cerkwi, pilnowałem, aby złodziej nie wlazł.
A pop, choć sam schował, łgał odpowiadając, żem nie widział, bo się bał dostać po karku, bo wszyscy wołali:
– idź schizmatyku, aby oko nasze cię nie widziało.
Na cmentarzu nie wydali nikogo przed strażnikiem ani ławnicy, ani sołtysi, lubo zaraz wypytywał jak kto zaczął co mówić, a gdy Trofim powiedział:
– cóż tu kto winien, że strażnik się pyta.
Żyd zaraz na niego oczy zwrócił, i pytał wójta, jak on się nazywa. Ale wójt, Józef Demianiuk, nie powiedział; więc kazał sołtysom brać go do aresztu, a sołtysi na to:
– chyba ich sami poniesiemy.
Żyd za rubla broni schizmatyckiej wiary, i poleciał do popa pytać o Szymona, Jakóba, Trofima, Prokopa, Jana, ale pop wszystkich nie znał, oprócz Szymona i J akóba, i tych wydał: oto odstępcy Judaszami się porobili za carskie ruble.
Weszli znowu do cerkwi ludzie odmawiać koronki i różańce. Z pół godziny było cicho, aż na raz słychać krzyk:
– Kotów naczelnik przyjechał; wychodźcie prędzej; cerkiew zamknąć, a klucze wziąść do siebie!
Jedni zamykali cerkiew, a Kotów kazał przystąpić do siebie do powozu, bo stanął na drodze i nie złaził z powozu, nie mając z sobą ani kozaków, ani moskali, tylko schizmatyckich apostołów, to jest milicyantów. A gdy się zbliżyli do Kotowa, zapytał ich:
– na co bunt robicie; czemu duchowieństwa nie słuchacie; nie wolno w cerkwi hałasów robić.
Na to odezwał się Jozafat Antoniuk:
– kiedy zabraniali różańca śpiewać, to sam gubernator powiedział: ‘jeżeli wam księża co zmienią w nabożeństwie oprócz organów i pieśni polskich, możecie wtedy rąbać ich przy ołtarzu; a mówię wam, że inaczej nie będą prawić’; a teraz już we wszystkiem zmiana w całem nabożeństwie; my żadnych buntów nie robimy; w powstaniu byliśmy spokojni, a teraz wszystkie podatki oddajemy, a rekrutów sami zawozimy, a prawa Bożego nie odstąpimy, bo Bóg większy jak car; królów dużo, a wszystkim im dał Bóg moc.
Kotów swoim apostołom kazał Jozafata wziąść do więzienia, a ludzie krzyczeli:
– idźmy wszyscy; niech nas tu pobiją wszystkich, aby nas tylko Bóg nie skarał.
I szli wszyscy tłumem za Jozafatem pod kancellaryą, wziąwszy go pomiędzy siebie. Kotów zastraszony kazał strażnikom puścić go, a stojąc w drzwiach kancellaryi gminnej powiedział:
– będę pisał do cara, że bunt robicie.
Ludzie na to krzyknęli:
– my żadnego buntu nie robimy, idziemy wszyscy do kozy.
Kotów tego nie słuchał, bo się bał. Coraz ostrzej stawili się ludzie, Kotów z trzaskiem drzwi zamknął, aby się ludzie do niego nie dobyli, ale ludzie postanowili sobie:
– niech nas bije i morduje, my nie podnośmy ręki.
Wrócili ludzie napowrót do popa, przypominali jemu wszystko, sąd straszny i sprawiedliwy, prosili i płakali, aby powrócił do wiary św. Cała plebania była pełna ludu, pod plebanią i w ogrodzie. Kotów posłał strażnika z kancellaryi gminnej, aby zawołać popa. Przyleciał milicyant, lecz nie mógł wejść do plebanii, bo ludu było pełno, tylko z daleka wołał popa, lecz gdy tenże powiedział, że ludzie nie dają mu wyjść, natenczas wszyscy weszli do domów, nie wiedząc , co tam dalej zaszło między nimi.
Szli wtedy już z nieszporów z kościoła łacińskiego, Jan Pareć z swoim szwagrem z Wohynia, Łukaszem Kaliszukiem, bo i w Wohyniu w cerkwi to samo było, co i w Bezwoli, od Wohynia o pół wiorsty oddalonej, lecz przed kancellaryą pojmano i wsadzono Jana do aresztu. Szymon Lasko, syn jego Jakób, przyszli do domów, mówiąc: ,,może po nas lada godzina przyjadą”. Przyszedł wieczór; Bogu dzięki nikogo nie słychać, kolacyą zjedli, pacierze odmówili, pokładli się spać. Tylko usnęli, budzi sołtys, otwarząją drzwi, wchodzą do izby strażnicy z bezwolskim wójtem i sołtysem z Lisiowólki. Było sześciu strażników; każą się Szymonowi i Jakóbowi zabierać do gminy na rozkaz naczelnika;
– tylko wam coś powie, zaraz na powrót przyjdziecie,
sobie łagodnie gadali, bojąc się, aby po nocy który nie dostał po łbie.
Lecz Szymon zaraz powiedział, że łżą, i kazał żonie chleba w torbę włożyć sobie i Jakóbowi osobno, bo może razem nie puszczą, a może i rozdzielą, i tak się stało. Żona poszła po chleb do sieni, i wybiegła na drogę do sąsiada; zbudziła go, aby on więcej ludzi pobudził i pożegnał się, bo może ostatni raz widzieć się będą. Przyniosłszy chleb i naładowawszy torby, jeszcze szukała to pasa, to zawiązki, aż przyszedł sąsiad Jan Samociuk i z nim wielu ludzi, aby się z krewnym pożegnać. Lecz gdy chcieli wejść do izby, nie puścili strażnicy, bili szablami i odpychali. Wyszli więc i pobudzili całą wieś. Stał się krzyk i płacz, w izbie i na podwórzu. Zaprowadzili ich pod karczmę; tam stały już gotowe furmanki.
Czekając na nich krzyknęli ludzie:
– chłopcy! czy to my nie mamy kołków?
I natychmiast dostali kołków i drągów, ale Szymon prosił:
– nie podnoście, nie podnoście rąk waszych, oddajmy się w ręce katów naszych na udręczenie; dziękuję Chrystusowi Bogu, że powołał nas na wyznawców swojej św. wiary.
Weseli z tego powołania Szymon i Jakób, szli pod karczmę, i z nimi lud z całej wsi, a gdy wsiedli na wóz, lud pozdejmował uzdeczki z koni, powyjmowali lonki, i co się dało zepsuć, zepsuli, ściągnęli Szymona z wozu, a Jakóba powieźli. Krzyk i płacz towarzyszył mu i narzekania 60-letniej kobiety, którą strażnik pchnął gwałtownie, że ledwie mogła powstać. Furmanka była Józefa Krupskiego, który od strażnika dostał ze 20 płazów za to, że nie prędko zaprzęgał, bo wóz był zepsuty; strażnikiem był Sadowski, Polak· zruskwiczony, prawdziwy wilk, gorszy od Rossyanina; darł, co mógł tylko.
Zawieźli Jakóba do gminnej kancellaryi, zbudzili pisarza, aby spisał protokół, pousiadali sami, i stroili żarty z Jakóba i wszystkich katolików. Jeden powiedział:
– żebym był w Lisiowólce, tobym choć ze trzech zastrzelił.
Napisali protokół i kazali wójtowi podpisać; Jakóbowi kazali podpisać także, lecz on nie chciał, pamiętał na to, że nie jednego moskal oszukał podpisem. Wyprowadziwszy do sieni, otwarzają areszt i tam go wrzucają; znalazł tam towarzyszy: Jana Percia, Jozafata Antoniuka z Bezwoli, Łukasza Kaliszuka, Andrzeja Łucia, z Wohynia, i stróża cerkiewnego z Gęsi. Już nie spali, bo było twardo i nadzwyczajny fetor z przy czyny siedzących wczoraj pijaków. Doczekawszy dnia, jak tylko zaświtało, wstali, poumywali się, zaczęli pacierze mówić; zmówiwszy, zaśpiewali pieśń: Serdeczna Matko, opiekunko ludzi. Usłyszawszy na dworze brzęk szablami, nie przestali śpiewać.
Wszedł pomocnik naczelnika Andrejew;
– milcz, bo cię na śmierć ubiję,
zakrzyczał, odemknął areszt, kopał butami więźniów, wygnał ich, i Jakóba na dworze uderzył pięścią w głowę. Wszystko to znieśli cierpliwie, bo wiedzieli, że to za ich grzechy, i że ci nie wiedzą, co czynią. Postawił ich po dwóch, żeby się za ręce pobrali, i gnał do Radzynia, milicyantami; tam byli 10 dni w areszcie, i odesłał do Białej. Tam sędzia przy śledztwie zapytał Jakóba:
– może chcesz obrońcy? Na co on:
– mam Boga za sobą obrońcę, rzecze, innego nie potrzebuję.
Przebywszy dni dziesięć w Białej w więzieniu, odesłani z towarzystwem znowu do Radzynia, a stamtąd do domu, i na dwa lata pod dozór policyjny oddani, a za transportowanie zapłacili każdy po 3 ruble 20 kopiejek.
Kozaki po wsiach stoją; co napadną, to wezmą. Zaczynają do cerkwiów gnać, szkaplerz św. już kilku osobom oberwali i na pasach zawiesili. Ludzie do cerkwiów nie chodzą, czekają Boskiej pomocy, bo od wszystkich poniżeni. Sami chrzczą, umarłych grzebią, ślubów małżeńskich nie odbywają, wraz czegoś czekają. Żadnej pociechy nie słychać, tylko jedno wielkie pocieszenie odebraliśmy od Dziekana Bojarskiego, pismo Ojca św., które szczęśliwie donieśliśmy; ludzie jak ze snu się obudzili.
Kłaniamy się W-mu Dziekanowi, dzięki składamy za starania o nas biednych i trudy. Giniemy już: ratuj nas pasterzu, aby żaden nie oddał duszy szatanowi. Rozdaliśmy ludziom dane pisma Ojca św. Odbyło się zebranie, i cała decyzya uchwaliła prosić, aby można jak najprędzej przysłać książek, objaśniających religię św. Donoszę w tem piśmie, żem odesłał jeden list na Narodzenie Matki Boskiej przez ludzi, którzy do Częstochowy z kompanią przybyli z Galicyi, a teraz drugi posyłam; może który dojdzie”.
Następnie autor opisuje zdzierstwa moskiewskie, na unitach w roku 1874 do miesiąca sierpnia obliczone przez sam lud na ogólnych zgromadzeniach deputowanych każdej parafii. Wymieniamy tylko niektóre parafie. Później znacznie większe nakładano kontrybucje, a nawet w wielu miejscach, we wsiach kościelnych zupełnie lud zniszczono, nie zostawiwszy mu żadnych środków do życia.
Z parafii Sokołów 364 rubli, Grodzisk 900; Hołubla 132, Prochenki 1700, Kornica 1600, Swory 330, Pratulin 1625, Terespol 394, Dobryń 475, Jabłoń 203, Gęś 1827, Rudno 3400, Przegaliny 6600, Kolembrod 900, Drelów 1700, Bezwola 2024. (przykładowe ceny z tego czasu: 1 kg mąki pszennej 4-5 kopiejek, 1 kg mięsa wołowego 4-7 kop., gęś 60 kop.)
I na koniec historii ojca i syna z Lisiowólki, list Szymona Laska aresztowanego i skazanego na zesłanie do Rosji, wysłany do syna Jakuba, który zsyłki uniknął:
Jelizawietgrad, 20 listopada 1875 r.
Synu mój kochany! Zawiadamiam cię, żem odebrał list twój i ukłon dnia 5(17) listopada 1875 roku i zawiadamiam cię, żeśmy wszyscy zdrowi z łaski Najwyższego Boga, czego i tobie życzę z całego serca. Smutne jest serce moje, żeśmy oddaleni w tak dalekie kraje zostali. Ale cóż, kiedy wola Boża tak rozporządziła Za to niech Mu będą dzięki przez nieskończone wieki wieków.
Wyraźnie powiedziano: „gdy kto opuści ojca, matkę, syny, rolę, dla imienia mego, tyle stokroć weźmie i żywot wieczny otrzyma; a kto nie chce opuścić ojca. matki itd.. nie jest mnie godzien”. Uważajmy na słowa Chrystusowe. A toć rzecz nie jest mała, bo kto się zaś nie garnie do Piotra owczarni, koniecznie zaginie. Dźwigajmy to wszystko dla miłości Boga. Ach, Ty tylko Boże ratuj nas i wspieraj nas łaską swoją najświętszą, abyśmy mężnie wytrwali w dobrem aż do końca. Uważaj synu: bądź pokorny i cichy, posłuszny, bądź cierpliwy, obchodź się z każdym przystojnie, proś Boga wszechmogącego i tych dobroczyńców, których znasz, aby ci dopomogli, staraj się o naukę, możebyś został przy kościele.
Teraz mój synu i wam wszystkim opowiem naszą podróż, to jest zajęli nas 30 z Białej z więzienia, na ruskie zielone świątki 1875 [16 maja] do maszyny, [wagonów kolejowych], pozabierali nam wszystko, książki i inne rzeczy, zawieźli nas do Brześcia (Litewskiego). Tam nas zaraz pokuli w kajdany i wsadzili do więzienia. Trzymali nas przez trzy dni, znów nas wzięli pokutych do Kijowa. W Kijowie trzymali nas przez cztery dni; znów nas zawieźli do Birży [?]. Tam nas trzymali dni ośm. Z Birży wzięli nas do Kremieńczuka, a z Kremieńczuka do Mikołajewa. Z Mikołajewa do Chersonu ośm dni gnali nas pieszo, pokutych po czterech. Tak nas silnie gnali, że na nogach podeszwy poodbijały się; takie pęcherze były, że upadaliśmy na drodze. Zagnali nas do Chersonu; tam nas wsadzili do lochu; w lochu wytrzymali nas dni 12, potem nas zwrócili do Elizawethradu.
Tu nas uwolnili od aresztu. Pozwolono nam po całem mieście chodzić. A dalej nic a nic nie dają nam na życie. Tylko czterem staruszkom, co pracować nie mogą, po 8 kopiejek. A my zarabiamy sobie na życie jak kto może. Dwunastu zostaje nas w Elizawethradzie, mieście powiatowem, a tu dołożę jeszcze kilka słów. W roku 1874 sam wiesz, co się działo prawie po całej guberni siedleckiej, że innych bito batogami, innych trzymano na okrutnych śniegach i mrozach, innym tabaką oczy zasypywano, i tam dalej. Teraz my grzesznicy wyglądamy tylko zmiłowania i ratunku Bożego.
Synu mój, niech cię Bóg błogosławi, niech cię Matka Boska okrywa płaszczem swoim świętym, niech ci anioł stróż toruje drogę zbawienną, niech ci wszyscy Święci przybędą na pomoc. A ty synu nie ustawaj oddawać dzięki Panu Bogu za tak wielkie dobrodziejstwa Jego święte. Błagaj Go z całego serca, a On cię nie opuści. Proś Pana Boga i za nas grzeszników, proś i za dobroczyńców, proś i za nieprzyjaciół, proś i za wszystkie stany.
Obydwa listy pochodzą z książki: Czasy Nerona w XIX wieku pod rządem moskiewskim czyli Ostatnie chwile unii w dyecezyi chełmskiej, Bojarski Józef, Lwów, 1878.
Potwierdzeniem powyższego opisu niech będzie korespondencja dyplomatyczna przedłożona w Izbie Niższej Angielskiej z polecenia Królowej, w odpowiedzi na adres z dnia 5 marca 1877 roku. wydrukowana w Krakowie, Drukarnia Czasu pod zarządem Łakocińskiego, 1877 rok.
Podpułkownik Mansfield, konsul JKM, do hrabiego Derby.
Warszawa, 14 lutego 1876 roku.
Milordzie, mam zaszczyt zawiadomić Waszą wysokość, że około 400 unitów greckich trzymanych po więzieniach w Białej, Siedlcach i Warszawie po przymusowym nawracaniu z roku przeszłego zostało w ostatnich kilku tygodniach wywiezionych do Chersonu, gdzie mają być tak rozdzieleni, że jedna rodzina nawrócona, grecko-unicka, pomieszczoną zostanie we wsi całkowicie prawosławnej. Nowi przybysze mają być przypuszczeni do praw komunalnych i mniej lub więcej rząd wesprze ich na początek.
Lord A. Loftus do hrabiego Derby,
Petersburg, 16 lutego 1875 roku.
Milordzie, Wasza Wysokość odbierze przez tego kuriera depeszę pułkownika Mansfield, konsula generalnego Jej Królewskiej Mości w Warszawie z 29 ostatniego donoszącą o nawróceniu 50 tys. unitów na prawosławie w guberni siedleckiej.
W mojej depeszy z 27 ostatniego przedłożyłem Waszej lordowskiej mości urzędowe doniesienie o tym nawróceniu, w którym wykazano, że unici działali własnowolnie i bez jakiegokolwiek nacisku ze strony rządu. Podpułkownik Mansfield jednak powołując się na prześladowanie unitów greckich w latach ubiegłych wykazuje, że różnymi środkami przeprowadzono nawrócenie, a między tymi chłostą. Myślimy, że zajmującym będzie dołączyć do opisu poniższy artykuł „Monda” z 2 lutego.
„Rosja domaga się drugiego kongresu, wzywa do niego całą Europę, aby ustanowić prawa humanitarne w czasach wojen i pragnie przedstawić się jako naród cywilizowany i pełen miłosierdzia. Możnaż to pogodzić z faktem, że państwo to jest tak barbarzyńskim względem swoich własnych poddanych w czasach spokoju i to za to, że ci chcą pozostać wiernymi w wierze ojców swoich. Okrucieństwa, które rząd rosyjski wykonywa na nieszczęśliwych katolikach nazwanych grekounitami, są godne okrucieństw z czasów Nerona.
Prowincja Podlaska, zamieszkała przez Rusinów, jest głównie prześladowaną. Krew tam płynie strumieniami przeszło od roku. Wysłano tam wojsko, a zachowuje się ono tak, jakby było w kraju nieprzyjacielskim, żyjąc na koszt ludności, która jest ubogą. Żołnierz upoważniony jest zabijać wszystko bydło na swoje wyżywienie. Nie wyjęto nawet wołów pociągowych. Mieszkańcy, co są stali w swojej wierze, podpadają różnorodnym męczarniom.
Najwięcej używane są te. Rozbierają ich do koszuli, kładą na śniegu i biją tak długo, że ci giną prawie pod razami, tak wskutek bicia, jako też upływu krwi zimna, na które są narażeni. Wtedy odnoszą ich do szpitali. Wyzdrowieją, to można znowu rozpocząć na nich te męczarnie, którymi Rosja obdarza hojnie tych, co nie chcą przyjąć prawosławnej wiary przedstawiającej się w tak przyciągający i uszczęśliwiający sposób. Ta prowincja Polski ma przynajmniej 300 tys. unitów greckich, którzy wszyscy podlegają podobnemu traktowaniu, bo wszyscy mają być nawróceni przez ten rodzaj apostołowania.
Liczba okaleczonych pod razami jest tak wielką, że musiano pourządzać nowe szpitale. Tam ich rzucają, ale niech nikt nie myśli, że tam ich pielęgnują. Bóg sam jest ich lekarzem, bo nie zadają sobie pracy leczyć ich i żywić. Zresztą tak samo obchodzą się z żołnierzami starymi lub rannymi. Aby ich wzmocnić, dają im gatunek zupy z kaszy greczanej na wpół stęchłej i spleśniałej, rozpuszczonej w wielkiej ilości wody. W czasach wojny rany często są opatrywane bandażami ze słomy, bo szarpie i płótna przesłane szpitalom z miłosierdzia są sprzedawane przez oficerów papierniom.
To wszystko może dać pojęcie, co się dzieje, jeżeli namiętności do okrucieństw popuszcza się wodze, aby okazać tym, których rozkazy się wypełnia, żarliwość nieograniczoną. Przejętym się jest boleśnie i uwielbieniem, spoglądając na tę ludność oddaną męczeństwu przez barbaryzm i bezbożność Rosjan. Jest to coś podobnego do okrucieństw chińskich, które Moskale chcieliby jeszcze przewyższyć.
Bohaterstwo nieszczęśliwych Podlasian jest zapomniane przez świat cały. Są oni oddani na pastwę rozboju i tortury, pozbawieni wszelkiego poparcia i nadziei, a znoszą wszystko ze spokojem, poświęceniem i wytrwałością. Są gotowi ginąć, byle nie poza obrębem Kościoła i nie zdradziwszy swej wiary. Co za przykład dla wszystkich, a co za wstyd dla tych, co nie będąc narażeni na tak twarde próby, nie potrafili wytrwać.”
I na koniec bardzo współczesny obraz z dnia 28 czerwca 2025 roku. Ojciec św. Leon XIV błogosławi matkom poległych żołnierzy na Ukrainie. Matki te wraz z arcybiskupem, duchownymi i świeckimi z metropolii kijowsko-halickiej Kościoła Greckokatolickiego uczestniczyły w pielgrzymce Roku Świętego do grobu św. Piotra.

