Andrzej Strus otworzył oczy na światło tego świata 19 kwietnia 1938 roku, jako pierwszy z trzech braci, w Siedlcach, w Polsce. Jego ojciec Mikołaj i matka Marianna, pomimo przeszkód narzuconych przez reżim komunistyczny, dali mu głębokie chrześcijańskie wychowanie, pomagając mu przezwyciężyć trudności i próby, być autentycznym katolikiem oraz wspierać jego formację intelektualną i duchową. U progu dorastania, po ukończeniu szkoły średniej, poszedł w ślady swojego stryja salezjanina, ks. Józefa – późniejszego ukochanego inspektora w Polsce – poszedł drogą powołania: wstąpił do salezjańskiego niższego seminarium duchownego w Sokołowie Podlaskim (zamkniętego po roku przez władze komunistyczne), a następnie przeniósł się do seminarium w Różanymstoku.
W wieku 16 lat, 27 kwietnia 1954 r., napisał podanie do księdza dyrektora o przyjęcie do Zgromadzenia Salezjańskiego w charakterze kleryka: „Od kilku lat mam pragnienie zostania księdzem (…). Czuję, że mam wystarczające pojęcie o życiu i obowiązkach księdza, a uważnie obserwując działalność salezjanów, przekonałem się, że ich sposób życia mnie fascynuje (…). Jestem przekonany, że z Bożą pomocą będę wierny mojemu powołaniu”.
Już te zdania ujawniają jego młodzieńczy entuzjazm, refleksyjną naturę i zdecydowany temperament: życie, prawdziwe badanie i tygiel charakteru człowieka, pokaże, że Andrzej będzie chciał w pełni zrealizować swoje powołanie, które zaczęło się jako myśl o miłości i marzenie o pięknie; zrealizowane jako dar i zobowiązanie, w którym tylko miłość decyduje o jakości życia i wartości chwil, które należy przeżyć; zakończone powrotem do źródła radości i spotkaniem z ukochaną osobą, której zwracamy najcenniejszy dar, jaki otrzymaliśmy: życie, kruchą tacę wypełnioną wiecznymi skarbami zwróconymi wspaniałymi i odnowionymi (jak powiedział poeta Tagore).
W 1954 roku, w wieku 16 lat, rozpoczął nowicjat w Czerwińsku w Prowincji Północnej Towarzystwa Salezjańskiego i złożył pierwszą profesję dnia 2 sierpnia 1955 roku. Ale niemal natychmiast czekała go trudna próba: choroba, która w odstępach między poprawą a czterema nawrotami, trwała około dwóch lat, podczas studiów filozoficznych w latach 1955-1957 w Woźniakowie. Po raz pierwszy ujawniła się z całą swoją zjadliwością latem 1955 roku, a zakończyła w sierpniu 1957 roku, kiedy Andrzej ostatecznie opuścił szpital (gdzie był hospitalizowany czterokrotnie).
Z jego notatek dowiadujemy się, że młody salezjanin był przygotowany nawet na śmierć, uważając swoją chorobę za „beznadziejną sytuację”, a jednocześnie otwierając się na zaufanie: „Przysiągłem Panu żyć dobrze i unikać grzechu” (21 września 1955 r.). Wyszedł z tej choroby z duszpasterskim pragnieniem bycia blisko cierpiących na ciele i duchu; jako kapłan został kapelanem kliniki i zawsze był uważny na sytuacje chorych.
Dnia 31 stycznia 1959 r. miał niezwykłe doświadczenie, którego nie potrafił opisać: otrzymał wielką łaskę i poczuł potrzebę „całkowitego” powierzenia się Bogu za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny: niemal echo „totus tuus” jego wielkiego rodaka, papieża Jana Pawła II. Andrzej zawsze zachowa „duszę dziecka” wobec swojej niebieskiej Matki: Wzywał Ją w najważniejszych momentach swojego życia, z ufnością oddawał się pod Jej macierzyńską opiekę, szerzył Jej kult, był wierny odmawianiu różańca; miał też pewne potrzeby, powiedzielibyśmy „ludowe”, jak ta, by ozdabiać figurkę Matki Bożej kwiatami, szczególnie w maju.
Odbył praktykę w latach 1957-58 w Szczecinie Wielgowie, w latach 1958-59 w Czerwińsku, w latach 1959-60 w Łodzi, parafia św. Barbary: w ten sposób mógł doświadczyć salezjańskiej praktyki pedagogicznej, starając się szerzyć – jak powiedziałby bł. Filippo Rinaldi, trzeci następca d. Bosco – „bardzo szczególną atmosferę, która przyciąga i przyciąga do niego młodzież, i daje mu życzliwość dobrych i pełną szacunku tolerancję złych”.
W latach 1960-1964 w Lądzie nad Wartą poświęcił się studiom teologicznym. Przygotowywał się do kapłaństwa świadomy wielkiego daru i ważnej misji, która go czekała. W 1962 r., z okazji udzielenia posług akolity i egzorcysty, myśląc o swojej przyszłości, napisał: „Jako kapłan muszę przygotować się do nieustannej ofiary, a ponieważ łatwo się zniechęcam, powierzę się Najświętszej Maryi Pannie i za Jej wstawiennictwem Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, abym niczego nie czynił sam, z własnej woli”, a następnie wymienił intencje, którym chciałby być wierny: „l. Pokora przez nieustanne posłuszeństwo przełożonym. 2. Wierność Regułom w małych rzeczach – codzienna lektura.
3. Miłość do Maryi przez umartwienie i miłość do Najświętszego Serca przez częste akty zadośćuczynienia. Dodatkowy cel: częste nawiedzanie Najświętszego Sakramentu i miłość do świętych celebracji. Najświętsza Maryjo, jestem Twój”. Są to postanowienia, które ks. Andrzej często odnawiał i które ujawniają silną wolę przynależności do Boga i postępu w życiu duchowym.
Ku jego wielkiej radości, 7 czerwca 1964 r. został wyświęcony na kapłana w Lądzie nad Wartą. Przez dwa lata, od 1964 do 1966 roku, był wikariuszem parafii św. Teresy w Łodzi odpowiedzialnym za katechezę; następnie w 1967 roku, ze względu na swoje talenty i zamiłowanie do kultury, wznowił studia na Wydziale Teologicznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, uzyskując w 1968 roku licencjat z teologii. Ze względu na żywe zainteresowanie Pismem Świętym, w 1969 r. jako student przeniósł się do Rzymu do Instytutu Salezjańskiego „San Tarcisio”, aby uczęszczać do Papieskiego Instytutu Biblijnego, gdzie w 1971 r. uzyskał licencjat z nauk biblijnych. Następnie udał się do Jerozolimy – celu i pragnienia każdego pasjonata nauk biblijnych, i uzyskał w 1972 r. dyplom z nauk biblijnych „Elève titulaire de l’École Biblique et Archéologique Française”.
Po powrocie do Rzymu przez rok był asystentem proboszcza w parafii Marcellina (w prowincji rzymskiej), jednocześnie kontynuując studia w Papieskim Instytucie Biblijnym. W 1973 r. przeniósł się na Papieski Uniwersytet Salezjański jako wykładowca. W ten sposób zwieńczył studia pracą doktorską z nauk biblijnych, pod kierunkiem prof. Luisa Alonso Schökel’a, zatytułowaną: „Nomen-Omen. Poétique sonore des noms propres dans le Pentateuque et les Livres historiques”, którą obronił 10 czerwca 1976 r. w Papieskim Instytucie Biblijnym. Została ona później opublikowana w „Analecta Biblica” w 1978 r. W roku 1976 został promowany na adiunkta i wykładał teologię w Lądzie nad Wartą (1976/77-1979/80), a następnie w studium filozoficznym w Kutnie-Woźniaków (1980/81-1985/86; był tam również członkiem rady w latach 1982-1986. W latach, gdy wykładał w Polsce, prowadził również zajęcia na papieskim uniwersytecie rzymskim Universita Pontificia Salesiana, naprzemiennie z wykładami w Polsce w co drugim semestrze. W 1986 r. został mianowany kierownikiem studiów w Studium Teologicznym św. Pawła w Cremisan w Ziemi Świętej, gdzie pozostał do 1990 r., to jest w czasie, gdy rektor Uniwersytetu, ks. E. Viganò był zaangażowany w ponowne uruchomienie ośrodka w służbie Zgromadzenia. Następnie przez dwa lata, od 1991 do 1992 roku, pracował jako wizytujący profesor w Instytucie Teologicznym św. Franciszka Salezego w Lubumbashi w Demokratycznej Republice Konga.
Ks. Andrzej został mianowany profesorem nadzwyczajnym oraz wykładowcą na Papieskim Uniwersytecie Salezjańskim dnia 27 lipca 1992 r. Po powrocie do Rzymu bardziej zintensyfikował swoją pracę. Oprócz wykładów na UPS, w latach 1996 i 1997 pracował również jako zaproszony profesor w turyńskiej sekcji Wydziału Teologicznego w Turynie-Crocetta. 26 marca 2004 r. został mianowany profesorem zwyczajnym Katedry Pisma Świętego (Starego Testamentu) na Wydziale Teologicznym UPS. O jego kompetencjach jako naukowca i nauczyciela nauk biblijnych świadczą liczne artykuły i tomy, które napisał lub zredagował. Jego odejście pozostawiło niestety wielką pustkę.
Aby coraz bardziej szerzyć znajomość Słowa Bożego, pogłębiać biblijnie charyzmat salezjańskiego posłannictwa i duchowości, w 1982 r. wraz z innymi współbraćmi założył Międzynarodowe Stowarzyszenie Biblistów Salezjańskich (ABS). W 1993 r. został mianowany przez Przełożonego Generalnego jego sekretarzem na okres sześciu lat, a w latach 1999-2004 był jego przewodniczącym. Prowadził stowarzyszenie z entuzjazmem i kompetencją, o czym świadczą zorganizowane przez niego Światowe Konferencje: IV (27 sierpnia – 3 września 1999) w Cremisan na temat: „Słowo Boże a formacja salezjańska” i ostatnia, V (27 grudnia 2004 – 3 stycznia 2005) w Krakowie na temat: „Lectio divina” a życie salezjańskie. Jego zainteresowania skierowały się również w stronę archeologii: już w latach 1975-1976 rozpoczął wykopaliska w Ziemi Świętej. Koncentrując się na miejscu Beit Gemal, zaplanował wstępny rekonesans archeologiczny w 1986 roku. Następnie przeprowadził kilka archeologicznych kampanii wykopaliskowych, zwłaszcza latem, z pasją poświęcając się eksploracji starożytnego stanowiska Khirbet Fattir – Beit Gemal, to jest miejsca, w którym według tradycji pochowano ciało świętego Szczepana Męczennika. Wyniki wykopalisk udokumentował w książkach i różnych artykułach w biuletynie Salezjańskiego Stowarzyszenia Biblijnego oraz w książce «Khirbet Fattir – Bet Gemal. Two Ancient Jewish and Christian Sites in Israel», Rzym 2003.
Nauka
Latem 1954 r. rozpoczął nowicjat w Czerwińsku, który ukończył złożeniem pierwszych ślubów zakonnych 2 sierpnia 1955 roku. W latach 1955-1957 odbywa studia filozoficzne w Woźniakowie, podczas których musi się zmierzyć z trudnym doświadczeniem walki o życie. Przez dwa lata będzie go nękała, nie do końca rozpoznana, choroba. Zaatakowała go z wielką siłą latem 1955 r. a została pokonana w 1957 r., kiedy to ostatecznie rozstaje się ze szpitalem, w którym przebywał aż cztery długie okresy.
W jego zapiskach czytamy że był gotów na śmierć uważając swoją chorobę «za sytuację beznadziejną», jednocześnie pokładał ufność w Bogu: «ślubowałem Panu żyć dobrze i unikać grzechu» (21 września 1955). Wyszedł z tej choroby z duszpasterskim pragnieniem bycia blisko tych, którzy cierpią na ciele i duchu. Jako kapłan, kiedy nadarzy mu się okazja pracy w szpitalu, będzie zawsze bardzo wrażliwy na sytuację ludzi chorych.
31 stycznia 1959 r., jak sam mówił, doświadczył wyjątkowego przeżycia, którego nie był w stanie sam opisać. Doznał niezwykłej łaski i czuł potrzebę aby «całkowicie oddać się Bogu przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny». Andrzej zachowa na zawsze w stosunku do Matki Niebieskiej «duszę dziecka». To Ją będzie wzywał w najważniejszych chwilach swojego życia i będzie się zawierzał Jej matczynej opiece, propagował nabożeństwo, odmawiał różaniec, jak również zachowa tradycje ludowe jak np., ozdabianie figurki Matki Bożej kwiatami, zwłaszcza w miesiącu maju.
Asystencję salezjańską odbył w trzech domach: w Szczecinie Wielgowie (1957-58), w Czerwińsku (1958-59) oraz w Łodzi, przy ulicy Wodnej (1959-60).
W ten sposób zdobył doświadczenie w zakresie pedagogiki salezjańskiej starając się – jak powiedziałby błogosławiony Filip Rinaldi, trzeci następca Księdza Bosko – rozsiewać «tę szczególną atmosferę, któremu przyciąga i pozyskuje młodzież, wspiera życzliwością dobrych i niekłamaną tolerancją ze strony złych ».
W latach 1960-64 odbywa studia teologiczne w Lądzie nad Wartą przygotowując się do kapłaństwa. świadomy ogromnego daru i wagi misji jaka go oczekuje i myśląc o swojej przyszłości pisał w 1962 r. z okazji otrzymania posług akolity i egzorcysty: «Jako kapłan, muszę przygotować się do nieustannych poświęceń i jako że bardzo łatwo się zniechęcam zawierzę się Matce Najświętszej i za Jej wstawiennictwem Najświętszemu Sercu Jezusowemu, abym sam nic nie czynił z mojej woli. Następnie wyliczał postanowienia, którym chciał byś wierny: 1. Pokora poprzez nieustanne posłuszeństwo przełożonym; 2. wierność regułom w małych rzeczach: codzienna lektura; 3. umiłowanie Maryi poprzez umartwienia oraz umiłowanie Najświętszego Serca poprzez akty strzeliste. Dodatkowe postanowienie: częste nawiedzenia Najświętszego Sakramentu oraz umiłowanie obrzędów świętych. Matko Przenajświętsza jestem Twój».
Postanowienia te ks. Andrzej często ponawiał; ukazują one jego pragnienie przynależenia do Boga i udoskonalania swojego życia duchowego. Z wielką radością dnia 7 czerwca 1964 r., w Lądzie nad Wartą przyjął święcenia kapłańskie. Przez dwa lata, 1964 – 1966 r., pełnił obowiązki rektora kościoła parafialnego pod wezwaniem św. Teresy w Łodzi i był odpowiedzialny za katechizację. W 1967 r., ze względu na swoje zamiłowania i zdolności, zostaje posłany na studia w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W 1968 roku otrzymuje tytuł licencjacki z teologii biblijnej.
Salezjanin
Ks. Andrzej Strus żył salezjańskim powołaniem kapłańskim jako nauczyciel, wychowawca, duszpasterz. Był współbratem o wierze bezkompromisowej, mocnej duchowości i świadectwie, bardzo utożsamiającym się ze swoim powołaniem, w pełni oddanym swojej specyficznej misji, a zwłaszcza zaangażowaniu akademickiemu w różnych jego przejawach. Jako nauczyciel i wychowawca był zawsze dyspozycyjny wobec różnych zobowiązań, o które go proszono i na które odpowiadał z wielką hojnością. Przekonany, że „praca jest widzialną miłością”, poświęcił się z pasją i inteligencją różnym możliwościom, które Opatrzność przygotowała dla niego na jego drodze: wykładowca w ośrodkach szkoleniowych i studyjnych w Polsce; dyrektor w Cremisan; profesor w Lubumbashi, w Turynie-Crocetta, w Rzymie. Jako uczony i nauczyciel nauk biblijnych wykazywał się sumiennością i kompetencją; jego studenci wspominają go jako nauczyciela przygotowanego i doświadczonego, życzliwego i troskliwego, zawsze gotowego im pomóc i fachową ręką poprowadzić do zagłębienia się w tajemnicę Słowa Bożego; cechowała go powaga naukowa, odpowiedzialność dydaktyczna oraz uwaga formacyjna i duchowa. Chętnie odpowiadał na prośby o posługę duszpasterską w parafiach, grupach i wspólnotach zakonnych.
Ks. Andrzej realizował salezjańską dewizę „Da mihi animas” w pełnej dyspozycyjności wobec Zgromadzenia Salezjańskiego, które mogło na niego liczyć w każdej chwili, w posłudze kapłańskiej na rzecz wspólnot i jednostek oraz w nauczaniu uniwersyteckim. W każdej chwili swego życia ks. Strus starał się odpowiedzieć Bogu, który przynaglał go poprzez znaki czasu, oferowane możliwości, ludzi, których spotykał na swojej drodze. Każdy fragment życia ma wartość i odniesienie do tego, co leży poza przestrzenią i czasem: ostatecznie do tego, co wieczne, do Boga. W życiu kierowanym przez Ducha Bożego wszystko jest melodią i tańcem; harmonijnym i fascynującym ludzkim echem boskiej muzyki.
Ksiądz G. Nicolussi tak wspomina naszego współbrata:
„Ksiądz Andrzej poważnie traktował swoje życie zakonne i kapłańskie; poważnie traktował swoją pracę, swoje zobowiązania; poważnie traktował także swoją chorobę i swoją drogę ku śmierci, a raczej ku spotkaniu z Panem. Chciał przeżywać je z pełną świadomością, patrząc sytuacji w twarz, nie dając się ponieść rozważaniom, które przesłaniają to, czym naprawdę żyjemy; tym formom komunikacji opartym na kompromisie powierzchowności. Don Andrzej był i chciał być poważnym bratem z powołania (…). W doświadczeniu księdza Andrei dostrzegaliśmy religijny sens życia, wiarę jako klucz do zrozumienia każdej chwili, modlitwę jako codzienny wyraz stałej komunii, przyjęcie Słowa jako kryterium doświadczenia i źródło nadziei, krótko mówiąc, prymat Boga. Na kilka dni przed pierwszą operacją, świadomy już swojej choroby, przyszedł prosić o udzielenie sakramentu namaszczenia, który przyjął w klinice 5 czerwca 2004 r., w rocznicę święceń kapłańskich Księdza Bosko. Z wielką pogodą ducha i zdecydowaniem – jak to było w jego charakterze – zakomunikował, że zamierza przeżyć doświadczenie, które ma przejść, w głębokim zjednoczeniu z tajemnicą Pana i że nie chce koncentrować się na sobie i swojej chorobie, ale raczej poświęcić całą swoją energię na pracę, nauczanie i inne zobowiązania. Był wierny temu zamiarowi. Musiał zostać wyciągnięty z klasy w ostatnich godzinach semestru. Poświęcenie się misji i życie dla Boga i przed Nim było ostatnim przesłaniem, jakie ksiądz Andrzej zostawił nam podczas swojej choroby”.
Jako salezjanin ks. Andrzej pozostawił nam przykład życia zgodnego z jego profesją zakonną, wiernego życiu modlitwy i wspólnoty. „Jego pobożność wyrażała się w tradycyjnych formach, ale była głęboko szczera. Wiele czasu poświęcał modlitwie, zwłaszcza dziękczynnej po Mszy Świętej, którą odprawiał na kolanach i w sposób długotrwały. Miał także wyraźną i głęboką pobożność maryjną” (ks. A. Giraudo).
Był gorliwy w swojej działalności apostolskiej. Przez wiele lat pełnił posługę kapłańską w soboty i niedziele w domu opieki „Villa Valeria” w Rzymie, prowadził wykłady dla grupy świeckich „Matteo 25” na Via Carraresi w Rzymie, pełnił posługę duszpasterską w Boże Narodzenie i Wielkanoc w parafii S. Felice w Cantalice, w prowincji Rieti, a latem w parafii Wernau am Neckar w Niemczech. W latach 1980-82 pracował również dla polskich uchodźców w parafii Aniołów Stróżów na Piazza Sempione w Rzymie, kierując się miłosierdziem wobec rodaków znajdujących się w trudnej sytuacji.
Wrażliwy na problem dialogu, w ostatnich latach skontaktował się z izraelskim Stowarzyszeniem ESHED i palestyńskim Stowarzyszeniem PCAS, których celem jest wspieranie edukacji w zakresie dialogu międzyreligijnego, tolerancji i pokojowego współistnienia między ludźmi i narodami. Z tego powodu stał się twórcą i promotorem Kursu Edukacji Pokojowej, który Wydział Filozofii UPS, we współpracy z różnymi profesorami z innych wydziałów z Rzymu i Jerozolimy, zorganizował we wrześniu 2005 roku. 1W ostatnich dwóch latach życia został dotknięty rakiem, który nieuchronnie doprowadził go do końca. Nie poddał się jednak smutkowi i rozpaczy, ale stawił czoła swojej sytuacji z odwagą i naprawdę godną podziwu wolą życia.
Kontynuował planowanie pracy i zobowiązań, jakby chciał zakończyć to, co było bliskie jego sercu. Pod koniec maja 2005 r. jego stan zdrowia znacznie się pogorszył i został zmuszony do zamieszkania w infirmerii, gdzie był otoczony czułą opieką swojego brata Romana, godnym pochwały poświęceniem sióstr Córek Najświętszych Serc i braterską pomocą swoich współbraci salezjanów.
Na początku czerwca dyrektor wspólnoty salezjańskiej musiał jasno objawić mu prawdę (po ludzku rzecz biorąc, nie było już nadziei) i poprosił go, aby przygotował się na spotkanie z Bogiem, przyjmując Jego wolę w duchu wiary i zaufania. Ksiądz Andrzej spojrzał na niego wielkimi oczami szeroko otwartymi na świat, po czym skoncentrował się, prawie do połowy je zamykając, jakby chciał w nieskończoność ustalić punkt i przyjąć w sobie to słowo prawdy, które usłyszał – on, który był przyzwyczajony do bycia w zgodzie z nieskończenie bardziej autentycznym Słowem Bożym! – i w końcu powiedział: „Wiem i dziękuję, że mi to potwierdziłeś”.
W następnych dniach, cierpliwie znosząc ból, jeszcze bardziej zjednoczył się z cierpieniami Chrystusa, dopełniając w swoim ciele – jak powiedziałby św. Paweł (Kol 1:24) – to, czego brakuje w cierpieniach Chrystusa. Był przekonany, że nawet w naszym największym strachu (przed śmiercią), w naszym najbardziej potwornym cierpieniu, w naszej najciemniejszej otchłani może być ziarno miłości, światła i radości.
W pamięci współbraci Andrzej pozostaje jako „życzliwy człowiek, brat i przyjaciel, przekonany i odpowiedzialny zakonnik, uczynny i pogodny” (o. J. A. Romo), „dyspozycyjny i kompetentny” (o. K. Szczerba), „precyzyjny w swoich zobowiązaniach, zainteresowany życiem uniwersytetu i wspólnoty” (o. V. Gambino), „przykład gorliwego sługi Słowa Bożego, serdecznego i wiernego przyjaciela w różnych okolicznościach i próbach życia” (ks. J. Heriban), „badacz i naukowiec z pasją” (ks. A. Scudu), „anioł stróż i przewodnik naszej pracy” i „delikatny dar Boga dla naszego stowarzyszenia [salezjańskich biblistów]” (ks. L. Fedrigotti), osobę, która „dała nam przykład wierności obowiązkom i jaśniejące świadectwo odwagi i prostoty, połączonej z miłością do Słowa Bożego” (ks. G. Zevini), salezjanina, „który zawsze starał się być uczciwy i sprawiedliwy, nawet za cenę niepopularności” (ks. S. Devadoss); który „był bardzo oddany chorym i oferował wszystkim wsparcie duchowe” (ks. C. Polacek); któremu „należy podziękować za całe dobro, które uczynił jako salezjanin kapłan i nauczyciel, służąc tak wielu studentom na naszym uniwersytecie i w różnych ośrodkach studiów” (ks. L. Vande Kerkhove): te wyrażenia powtarzają się w listach kondolencyjnych nadesłanych przez współbraci, którzy go znali i cenili. D. Andrzej miał „życie wewnętrzne o wysokim napięciu duchowym i kulturowym, które wyrażał w sposób pełen szacunku, dyskretny i uśmiechnięty. Dostojny sposób bycia, który wynikał z delikatności ducha. Elegancja serca, rzeczywiście. Franciszka Salezego: Suaviter in modo, fortiter in re. Obrońca swoich przekonań sumienia, ale zawsze w formie dialogu i otwarty na słuchanie” (d. S. Palumbieri). Wiara, nauka, czułość były w nim obecne: mieszanka inteligentnego i ciepłego człowieczeństwa, wiernego Bogu i służącego dzieciom Bożym.
Kiedy marzył o szczęściu w swoim życiu, ks. Andrzej zawsze szukał Chrystusa. Powiedział ks. Giorgio Zevini, dziekan Wydziału Teologicznego UPS, podczas Mszy pogrzebowej:
„To Chrystus czekał na niego, gdy nic nie wypełniało tego, co znalazł. To On jest pięknem, które tak bardzo go pociągało; to On prowokuje nas pragnieniem radykalności, która nie pozwala nam zadowolić się kompromisem; to On wzywa nas do odłożenia masek, które czynią życie fałszywym; to On odczytuje w naszych sercach najprawdziwsze decyzje, które inni chcieliby stłumić. Jezus wzbudził w księdzu Andrei i w nas pragnienie uczynienia naszego życia czymś wielkim, wolę podążania za ideałem, odmowę pochłonięcia przez przeciętność, odwagę zaangażowania się z pokorą i wytrwałością w ulepszanie siebie i świata, czyniąc go bardziej ludzkim i braterskim. I zawsze On, Chrystus, nasz brat, który patrzy na nas pierwszy”.
Lekarz, który go leczył, dr Manlio Cappa, złożył następujące świadectwo: „Podczas pielgrzymki do Medziugorja ksiądz Andrzej, pomimo świadomości choroby z przerzutami, pracował niestrudzenie jako kapłan podczas celebracji, spowiedzi, modlitwy. W wywiadzie powiedział mi, że nie błaga o uzdrowienie, ale prosi Najświętszą Dziewicę, aby wypełniła wolę Bożą. To było dla mnie wzruszające, gdy zobaczyłem go idącego dziesięć kilometrów w modlitwie, z „Drogą Krzyżową”, na górę Krizevac, w palącym popołudniowym słońcu. Wydawało mi się, że widzę scenę modlitwy Anioł Pański: ks. Andrzej powiedział „tak”. Dodało mi odwagi, gdy zobaczyłem, jak zmaga się z rakiem, z niezwykłą wolą życia, ale z głęboką wiarą tego, który wspierany przez Najświętszą Maryję Pannę, spuszcza żagle, wypełniając wolę Bożą. Z pełną świadomością wspiął się na Kalwarię, ofiarując swoje cierpienie z kapłańskim sercem za nawrócenie grzeszników (…). Przeszedł inne operacje paliatywne, chemioterapię, radioterapię, aż do ostatniej chwili, kiedy patrząc sobie w oczy, odmówiliśmy ostatnie Zdrowaś Maryjo, aby odważnie szedł naprzód do zbawczej wizji Boga”.
Naukowiec
Zgodnie ze swoim usposobieniem, ks. Andrzej przygotował się z odpowiedzialnością i zaangażowaniem do swojej misji nauczyciela Pisma Świętego. Był znanym i szanowanym uczonym. Pozostawił po sobie kilkadziesiąt publikacji z zakresu nauk biblijnych i archeologii: książki i artykuły zarówno na poziomie naukowym, jak i popularnym. Był członkiem Associazione Biblica Italiana (Włoskiego Towarzystwa Biblijnego) i Stowarzyszenia Pisma Świętego w Polsce. Był również wymieniany jako wybitny biblista w prestiżowym tomie „Who’s Who in Biblical Studies and Archaelogy” (wydanym przez Biblical Archaeology Society, Washington D.C., wyd. II, 1993, s. 285). Uczestniczył w międzynarodowych spotkaniach badaczy Biblii i koordynował niektóre z nich.
Dnia 27 grudnia 2004 r., w sprawozdaniu otwierającym ostatnią konferencję, którą zorganizował w Krakowie, ks. Andrzej stwierdził: „Z pewnością Słowo Boże, które stało się ciałem, a które celebrujemy w tych dniach w tajemnicy Bożego Narodzenia, jest słowem pełnym słodyczy, słowem, które stało się człowiekiem w kruchości dziecka. Ale to słowo jest także przesłaniem skierowanym do historii, jest apelem lub, jeśli wolisz, pytaniem, które czeka na wymagającą i jasną odpowiedź. Dla tych, którzy są wezwani do jego głoszenia, a jest to niewątpliwie nasze zadanie, nieodzowne pozostaje postawienie się w postawie słuchania i przyjęcia go w swoim sercu. To, jak sądzę, jest sekret lectio divina: modlitewne czytanie i słuchanie Słowa. Niech świadomość bycia posłanym do tej misji, silniejsza od naszych niepewności, towarzyszy nam i zachęca nas w przekonaniu, że mamy jeszcze wiele do zaoferowania naszym braciom i siostrom salezjanom, członkom Rodziny Salezjańskiej i młodzieży, uprzywilejowanym odbiorcom naszego posłannictwa”. W przemówieniu końcowym ks. Andrzej przypomniał prorocze działanie Ezechiela, który spożywa zwój i znajduje go słodkim (por. Ez 3, 3), i skomentował to w następujący sposób: „Słowo usłyszane, zasmakowane, przyswojone jako pokarm […] ma smak miodu. ma smak miodu. Ale kiedy jest skierowane do innych, staje się gorzkie, niemile widziane, odrzucone, ponieważ ten, kto go nie pragnie, nie może go skosztować … Jest to jedyne prawdziwe Słowo skierowane w historii, jest to jedyne autentyczne przesłanie godne zająć jego [tj. głosiciela] serce i uszy… Słuchanie Słowa musi stać się takie, aby zawładnęło moim sercem”. Ks. Andrzej będzie teraz mógł słuchać w całej prawdzie tego Słowa, którym żył, które zawładnęło jego sercem: jest to również najpiękniejsze i najbardziej znaczące przesłanie, które pozostawił nam swoim życiem.
Jedną z dziedzin, którą pasjonował się ksiądz Andrzej, była archeologia. Przez kilka lat współpracował z prof. Jean-Baptiste Humbertem (École Biblique) i prof. Michele Piccirillo (Studium Biblicum Franciscanum). Od 1971 r., wraz z École Biblique et Archéologique Française, uczestniczył w wykopaliskach Tell Keisan w Izraelu, a następnie w 1987 i 1988 r. w wykopaliskach Khirbet Samra i Amman w Jordanii. Ponadto w 1978 r. kierował wykopaliskami żydowskiej nekropolii z I w. n.e. na Górze Oliwnej w Jerozolimie (z których napisał relację pod tytułem „An Early Roman Tomb on Mount Olivet” opublikowaną w czasopiśmie „Liber Annuus” 32 [1982] pod nazwiskiem S. Allegretti).
W latach 1989-2004 ks. Strus skoncentrował swoje badania archeologiczne na Beit Gemal (arab.: Beit Jimal), miejscowości położonej 34 km na zachód od Jerozolimy i 2,5 km od biblijnego miasta Bet-Szemesz, utożsamianego ze starożytnym Kaphargamala. Na tym obszarze, gdzie znajduje się również dom salezjański, podobno pochowano pierwszego męczennika Szczepana i zbudowano pierwszą kaplicę (martyrion) ku jego czci.
W takich badaniach współpracowali wolontariusze z całego świata, zwłaszcza z Włoch, Polski, Niemiec, Argentyny, Stanów Zjednoczonych, Francji i Anglii, którym – zwłaszcza studentom – chciał także pokazać Ziemię Świętą. Czasami pracowali tam również Żydzi i Arabowie. Wyniki tych badań zostały zebrane w jego książce „Khirbet Fattir – Bet Gemal. Dwa starożytne żydowskie i chrześcijańskie miejsca w Izraelu”, Rzym 2003.
W dniu 28 kwietnia 2004 r. ks. Andrzej zorganizował konferencję we włoskiej ambasadzie w Tel Awiwie, podczas której zaprezentował wyniki swoich badań archeologicznych. Niektóre spostrzeżenia i wnioski z jego odkryć zostały potwierdzone przez dominikańskiego uczonego o. Émila Puecha, kolegi Andrzeja ze studiów w Papieskim Instytucie Biblijnym, a później współpracownika podczas wykopalisk w Ziemi Świętej. W dniu 8 maja 2006 r. na konferencji w Jerozolimie, odnosząc się do pracy zmarłego ks. Andrzeja, ojciec Puech udokumentował zbieżność wielu elementów i poparł możliwość, że właśnie w Bet Gemal zbudowano okrągłe mauzoleum w miejscu złożenia relikwii św. Szczepana, tak jak jest to wyryte na tabula ansata znalezionej na miejscu i odczytanej przez niego. Artykuł o. Puecha: „Un mausolée de Saint Étienne in Khirbet Jiljil-Beit Gimal” (Revue Biblique 113, 2006, s. 120-126) jest poświęcony pamięci ks. Strusa. Należy mieć nadzieję, że wyniki wielu wysiłków ks. Andrzeja (który również chciał, aby małe muzeum zostało zbudowane w Bet Gemal), że badania archeologiczne i epigraficzne będą kontynuowane w tym miejscu i że badania przyniosą nowe światło na miejsce pochówku i kult św. Szczepana.
W latach 1989-2004 ks. Strus skoncentrował swoje badania archeologiczne na Beit Gemal (arab.: Beit Jimal), miejscowości położonej 34 km na zachód od Jerozolimy i 2,5 km od biblijnego miasta Bet-Szemesz, utożsamianego ze starożytnym Kaphargamala. Na tym obszarze, gdzie znajduje się również dom salezjański, podobno pochowano pierwszego męczennika Szczepana i zbudowano pierwszą kaplicę (martyrion) ku jego czci. W takich badaniach współpracowali wolontariusze z całego świata, zwłaszcza z Włoch, Polski, Niemiec, Argentyny, Stanów Zjednoczonych, Francji i Anglii, którym – zwłaszcza studentom – chciał także pokazać Ziemię Świętą. Czasami pracowali tam również Żydzi i Arabowie. Wyniki tych badań zostały zebrane w jego książce „Khirbet Fattir – Bet Gemal. Dwa starożytne żydowskie i chrześcijańskie miejsca w Izraelu”, Rzym 2003.
W dniu 28 kwietnia 2004 r. ks. Andrzej zorganizował konferencję we włoskiej ambasadzie w Tel Awiwie, podczas której zaprezentował wyniki swoich badań archeologicznych. Niektóre spostrzeżenia i wnioski z jego odkryć zostały potwierdzone przez dominikańskiego uczonego o. Émila Puecha, kolegi Andrzeja ze studiów w Papieskim Instytucie Biblijnym, a później współpracownika podczas wykopalisk w Ziemi Świętej. W dniu 8 maja 2006 r. na konferencji w Jerozolimie, odnosząc się do pracy zmarłego ks. Andrzeja, ojciec Puech udokumentował zbieżność wielu elementów i poparł możliwość, że właśnie w Bet Gemal zbudowano okrągłe mauzoleum w miejscu złożenia relikwii św. Szczepana, tak jak jest to wyryte na tabula ansata znalezionej na miejscu i odczytanej przez niego. Artykuł o. Puecha: „Un mausolée de Saint Étienne in Khirbet Jiljil-Beit Gimal” (Revue Biblique 113, 2006, s. 120-126) jest poświęcony pamięci ks. Strusa. Należy mieć nadzieję, że wyniki wielu wysiłków ks. Andrzeja (który również chciał, aby małe muzeum zostało zbudowane w Bet Gemal), że badania archeologiczne i epigraficzne będą kontynuowane w tym miejscu i że badania przyniosą nowe światło na miejsce pochówku i kult św. Szczepana.
Księże Andrzeju – dziękujemy!
Ksiądz Andrzej, podobnie jak Apostoł o tym samym imieniu z Ewangelii (por. J 1, 35-40), poszedł za zaproszeniem Jezusa od młodości i pozostał z Nim przez całe swoje ziemskie życie, zbudował swoje życie na skale Słowa Bożego (por. Mt 7, 24-25), duchowo przyjął Maryję do swojego domu jako czułą matkę, jak każdy uczeń, który kocha Chrystusa (por. J 19, 25-27), odkrył w ks. Bosko, że królestwo niebieskie jest dla tych, którzy stają się jak dzieci i przyjmują je w imię Chrystusa (por. Mt 18, 1-5), nie zatracił się w obliczu śmierci, ale wierzył w życie bez końca (por. J 20, 3-8): jednym słowem, starał się świadczyć o Bogu z miłością życia, które musi być przejrzystością samej Bożej miłości. Za to świadectwo jesteśmy mu głęboko wdzięczni.
Bogu, który w różny, często nieoczekiwany i nagły sposób wychodził mu na spotkanie w różnych sytuacjach życia, ks. Andrzej odpowiadał pozytywnie, przyjmując dar łaski, który wzbudzał i umożliwiał jego ludzką odpowiedź. Jak każdy człowiek, także ks. Andrzej został zasiany na drodze czasu i przestrzeni jako pragnienie Boga, jeden z Jego obrazów i iskier, aby zrealizować Jego plan miłości. W swojej egzystencji często starał się wnieść pas nieba, przebłysk błękitu, tęsknotę za boskością na tę ziemię tak często udręczoną: za to mu głęboko dziękujemy.
„Drogi Księże Andrzeju, dziękujemy za przykład, jaki nam dałeś, za miłość do pracy, za wartości prostego i hojnego życia. Dziękujemy za Twoją miłość do słowa pełnego człowieczeństwa, które dałeś wszystkim swoją silną i wytrwałą wiarą, a zwłaszcza za Twoją wielką pasję do Słowa Bożego.
Dziękujemy Ci za to, kim dla nas byłeś, za dary, którymi byłeś napełniony i których nie zatrzymałeś dla siebie, ale hojnie nas nimi obdarzyłeś. Twoja prostota i powściągliwość ukrywały trudności, z jakimi się zmagałeś, a Twoja łagodność ducha nie pozwoliła nam odczuć cierpienia, którego doświadczyłeś. Dziękujemy ci za twoją dyspozycyjność i przejrzystość” (ks. G. Zevini, kończąc homilię na pogrzebie).
Na horyzoncie ziemskiej pielgrzymki o. Andrzeja zajaśniało wieczne światło Boga. Niebo już żyło i czuło się w jego duszy: niebo stworzone przez jego myśli miłości i radości, wiary i optymizmu.
Nawet w czasach bólu i cierpienia, kiedy być może „milczenie” Boga wydawało się najbardziej dotkliwe, dla tego, który umiał słuchać, był to również znak Bożej obecności. Był przekonany, że najbardziej satysfakcjonujące szczęście jest często bardziej w zasiewie niż w żniwach, więc poświęcił się w pełni swojemu apostolatowi, nie czekając na wzajemność. Żyjąc przed Bogiem, każdego dnia stawał w obliczu początku, ponieważ każdego dnia był proszony o kontynuowanie misji Chrystusa, który utkwił w nim swój wzrok (por. Mk 10, 21).
Parafrazując słowa wiersza Paula Claudela (La Vierge à midi), możemy podsumować: „Bogu niech będą dzięki za to, że istniałeś, drogi księże Andrzeju”..
Ks. prof. Mario Maritano
dziekan Wydziału Teologii uniwersytetu salezjańskiego w Rzymie, dnia 26 grudnia 2006 r. w święto św. Sczepana.
