Strona główna Biografie Kapłani mający swe korzenie w zaścianku Strusy

Kapłani mający swe korzenie w zaścianku Strusy

przez R.Strus
Detal z tympanonu portalu kościoła Sainte-Foy w Conques (Francja), ok. 1125-1135

Ks. Wojciech Strus

Proboszcz parafii Sarnaki koło Łosic. „W pierwszej połowie 1657 r. zabito tutejszego proboszcza ks. Wojciecha Strusa. Być może zginął z rąk siedmiogrodzian lub Kozaków. W 1657r. Rzeczpospolitą najechały wojska księcia Jerzego Rakoczego, w maju docierając do Brześcia.”

Miejscowa tradycja opisuje to tak: „W czasie „potopu szwedzkiego” w 1657 roku kościół został ograbiony przez Kozaków. Zginął wówczas od szabli kozackiego sotnika ks. Wojciech Strus (prob. 1651-1657), który własnym ciałem obronił przed spaleniem kościół, obraz Matki Bożej i modlących się przed nim swoich parafian”.

Ks. Stanisław Strus
*???? +1702

W latach 1692-1702 proboszcz parafii Hornów, później Pratulin.

Parafia Pratulin znana jest z męczeństwa miejscowych unitów. Wioska Kłoda (d. Ukaźna) była widownią strasznej śmierci miejscowych unitów, małżonków Anastazji i Józefa Koniuszewskich z dwójką dzieci.

W Archiwum Diecezji Podlaskiej w Siedlacach znajduje się dokument z dnia 6 lutego 1702 r. dotyczący podziału krescencji, pozostałych po śmierci ks. Stanisława zbiorów zboża.

Ks. Jan Grzegorz Strus
*???? +????

W roku 1729 był wikariuszem parafii Górki koło Łosic. Wspomniany we wpisie dotyczącym uposażenia w księdze D59 (s. 332) przechowywanej w Archiwum Diecezjalnym w Siedlcach.

Urodzony 4 stycznia 1780 r. w Strusach, ochrzczony dwa dni później w Paprotni. Syn Szymona i Katarzyny Sawickiej. W Węgrowie uczył się w gimnazjum. Po gimnazjum uczył się w seminarium duchownym w Węgrowie u Księży Komunistów (Bartoszków). Święcenia kapłańskie przyjął w 1803r.

Po święceniach był 2 lata wikariuszem w Węgrowie (należącym wówczas do Diecezji Łuckiej) i nauczycielem gramatyki w miejscowym gimnazjum. Następnie wikariuszem w Mokobodach 8 lat, proboszczem w Sterdyni 2 lata, a od 1816r. pracował jako wikariusz w parafii Wyrozęby. Tam zmarł dnia 7 września 1831 r. na cholerę i tam został pochowany.

Urodzony 28 października 1796 r. w Strusach, syn Jana i Petroneli Stelęgowskiej. Seminarium duchowne ukończył w Węgrowie i Warszawie, święcenia kapłańskie otrzymał w Węgrowie 10 grudnia 1820 r. Wikariusz i profesor w Węgrowie, od 1823 r. do śmierci był proboszczem parafii Miedzna; także wicedziekanem dekanatu węgrowskiego; zmarł 09 stycznia 1874 r. w Miedznej i tam został pochowany.

Ks. Franciszek Czarnocki
*1829 +1855

Jak podaje źródło (Ryżewski 2006, s. 357) podczas epidemii w 1855 r. w Sokołowie Podlaskim parafię katolicką dotknęła śmierć ofiarnego wikarego ks. Jana Czarnockiego, zmarłego na cholerę 30 lipca 1855 r w wieku 26 lat. Ks. Jan, syn Franciszka i Marianny pochodził z zaścianka Strusy, w parafii Kożuchówek. Była to jego pierwsza parafia po seminarium janowskim. Nagrobek ks. Czarnockiego jako jedyny ocalał na dawnym cmentarzu przykościelnym i obecnie znajduje się przy dzisiejszej konkatedrze. Można o nim przeczytać tutaj, w piśmie Czytelnia Niedzielna z dnia 20 lipca 1856 r.

Ksiądz‎ ‎Jan‎ ‎Czarnocki.

Na‎ ‎obszernych‎ ‎płaszczyznach‎ ‎Podlasia,‎ ‎cztery‎ ‎mile‎ ‎na‎ ‎wschód‎ ‎za‎ ‎Siedlcami,‎ ‎wznosi‎ ‎się‎ ‎miasteczko‎ ‎Sokołów,‎ ‎leżące‎ ‎nad‎ ‎małą‎ ‎rzeczką,‎ ‎Cetynia‎ ‎zwaną.‎ ‎Przy‎ ‎każdej‎ ‎drodze,‎ ‎co‎ ‎do‎ ‎Sokołowa‎ ‎z‎ ‎różnych‎ ‎miejsc‎ ‎prowadzą,‎ ‎stoi‎ ‎po‎ ‎kilka‎ ‎krzyżów‎ ‎wzniesionych‎ ‎ręką‎ ‎pobożnych‎ ‎jego mieszkańców.‎ ‎W‎ ‎miasteczku‎ ‎są‎ ‎dwa‎ ‎kościoły‎ ‎i cerkiew‎ ‎unicka:‎ ‎jeden‎ ‎parafialny,‎ ‎gdzie‎ ‎odprawia się‎ ‎nabożeństwo‎ ‎z‎ ‎godną‎ ‎naśladowania‎ ‎starannością‎ ‎pod‎ ‎zarządem‎ ‎miejscowego‎ ‎proboszcza, dbałego‎ ‎o‎ ‎chwałę‎ ‎Boską‎ – ‎i‎ ‎cerkiew:‎ ‎tam‎ ‎znowu‎ ‎wzorowo‎ ‎sprawia‎ ‎świętą‎ ‎ofiarę‎ ‎godny‎ ‎Dziekan,‎ ‎opiekun‎ ‎nieszczęśliwych.‎ ‎Świętego‎ ‎Rocha‎ ‎drewniany‎ ‎na‎ ‎uboczu‎ ‎stojący‎ ‎kościółek,‎ ‎gdzie‎ ‎lud zakupuje‎ ‎najczęściej‎ ‎nabożeństwa‎ ‎w‎ ‎czasie‎ ‎zarazy,‎ ‎która‎ ‎nieraz‎ ‎nawiedza‎ ‎Sokołów,‎ ‎i‎ ‎osieroca rodziny‎ ‎całe.

W‎ ‎strasznym‎ ‎roku‎ ‎1855‎ ‎okropna‎ ‎cholera nawiedziła‎ ‎miasto,‎ ‎i‎ ‎okolice;‎ ‎wymierały‎ ‎prawie wsie‎ ‎całe,‎ ‎ludek‎ ‎śtrw‎r‎ożony‎ ‎biegł‎ ‎do‎ ‎miasta,‎ ‎napełniał‎ ‎Bożą‎ ‎świątynię,‎ ‎oblegał‎ ‎z‎ ‎płaczem‎ ‎dom lekarza,‎ ‎cisnął‎ ‎się‎ ‎do‎ ‎apteki‎ ‎po‎ ‎lekarstwa,‎ ‎a cmentarz‎ ‎Sokołowski‎ ‎zawalały‎ ‎trumny,‎ ‎których grzebać‎ ‎nie‎ ‎nastarczano,‎ ‎Grabarze‎ ‎bez‎ ‎odpoczynku‎ ‎dzień‎ ‎i‎ ‎noc‎ ‎kopali‎ ‎wielkie‎ ‎doły.‎ ‎Trumna obok‎ ‎trumny‎ ‎czekały‎ ‎pogrzebania,‎ ‎jeszcze‎ ‎przed furtą‎ ‎cmentarną‎ ‎stały‎ ‎wozy‎ ‎z‎ ‎ofiarami‎ ‎śmierci.

Był‎ ‎wtedy‎ ‎w‎ ‎Sokołowie‎ ‎przy‎ ‎kościele‎ ‎ksiądz Jan‎ ‎Czarnocki,‎ ‎wielkich‎ ‎zasług‎ ‎młody‎ ‎kapłan, cnotą,‎ ‎i‎ ‎świętobliwością‎ ‎życia‎ ‎zjednał‎ ‎sobie‎ ‎serca‎ ‎parafian,‎ ‎którzy‎ ‎go‎ ‎za‎ ‎opiekuna‎ ‎i‎ ‎ojca‎ ‎mieli. Do‎ ‎niego‎ ‎to‎ ‎po‎ ‎radę‎ ‎biegł‎ ‎każdy‎ ‎w‎ ‎strapieniu.

A‎ ‎w‎ ‎czasie‎ ‎cholery‎ ‎i‎ ‎któż‎ ‎by‎ ‎to‎ ‎wypowiedział jego‎ ‎wszystkie‎ ‎ofiary!‎ ‎On gdy‎ ‎wstępował‎ ‎w‎ ‎progi‎ ‎dotknięte‎ ‎zarazą,‎ ‎niósł‎ ‎słowo‎ ‎zbawienia‎ ‎i‎ ‎datek w‎ ‎potrzebie. –‎ ‎On‎ ‎dzień‎ ‎i‎ ‎noc‎ ‎bez‎ ‎odpoczynku spowiadał,‎ ‎chodził‎ ‎bez‎ ‎odetchnienia‎ ‎od‎ ‎jednego do‎ ‎drugiego‎ ‎łoża; – a‎ ‎czasem,‎ ‎gdy‎ ‎koni‎ ‎na‎ ‎probostwie‎ ‎zabrakło,‎ ‎gdy‎ ‎i‎ ‎ksiądz‎ ‎proboszcz‎ ‎wyjechał‎ ‎jednać‎ ‎grzesznika‎ ‎z‎ ‎Bogiem,‎ ‎a‎ ‎ten‎ ‎co‎ ‎go wzywał,‎ ‎nie‎ ‎miał‎ ‎czem‎ ‎przysłać‎ ‎po‎ ‎niego,‎ ‎szedł wikary‎ ‎piechotą,‎ ‎spiesząc‎ ‎ochoczo,‎ ‎by‎ ‎nieść konającemu‎ ‎starcowi‎ ‎słowo‎ ‎pokoju,‎ ‎ostatnie,‎ ‎które‎ ‎miał‎ ‎na‎ ‎tej‎ ‎ziemi‎ ‎usłyszeć‎ ‎— młodzieńcowi‎ ‎otwierać‎ ‎szerokie‎ ‎pole‎ ‎przyszłych‎ ‎poza‎ ‎grobem‎ ‎nadziei,‎ ‎–‎ ‎grzesznikowi zakamieniałemu‎ ‎mówić‎ ‎o‎ ‎radości,‎ ‎którą‎ ‎tchnie niebo‎ ‎z‎ ‎powrotu‎ ‎zgubionej‎ ‎owieczki.

–‎ ‎O‎ ‎ileż to‎ ‎razy‎ ‎widzieli‎ ‎go‎ ‎mieszkańcy,‎ ‎rankiem‎ ‎wracającego‎ ‎do‎ ‎miasta,‎ ‎jak‎ ‎blady,‎ ‎wynędzniały‎ ‎trudami,‎ ‎siedział‎ ‎na‎ ‎jednokonnym‎ ‎wózeczku,‎ ‎lub chwiał‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎nogach,‎ ‎wracając‎ ‎piechotą!‎ ‎I‎ ‎znowu‎ ‎to‎ ‎uczył‎ ‎ubogie‎ ‎dziatki,‎ ‎to‎ ‎grzebał‎ ‎nędzarzy i‎ ‎wśród‎ ‎ulew‎y‎ ‎szedł‎ ‎sam‎ ‎przed‎ ‎trumną,‎ ‎wiodąc ich‎ ‎na‎ ‎wieczny‎ ‎spoczynek,‎ ‎by‎ ‎grób‎ ‎poświęcić, i‎ ‎ręką‎ ‎własną‎ ‎piasku‎ ‎na‎ ‎trumnę‎ ‎nasypać –‎ ‎to znowu‎ ‎spełniał‎ ‎świętą‎ ‎ofiarę‎ ‎lub‎ ‎szedł‎ ‎na ‎kazalnicę‎ ‎nauczać‎ ‎prostaczków.‎ ‎Rozumieli‎ ‎go‎ ‎dobrze ojcowie‎ ‎w‎ ‎siermięgach,‎ ‎i‎ ‎dziatki‎ ‎w‎ ‎zgrzebnych koszulach.

I‎ ‎mąż‎ ‎ten‎ ‎bogobojny,‎ ‎co‎ ‎jako‎ ‎szafarz‎ ‎boży był‎ ‎bez‎ ‎przygany,‎ ‎co‎ ‎taką‎ ‎miłością‎ ‎pałał‎ ‎dla ubogich‎ ‎braci‎ ‎swoich,‎ ‎i‎ ‎tę‎ ‎miłość‎ ‎wpajał‎ ‎w‎ ‎ich serca,‎ ‎przez‎ ‎niezbadane‎ ‎wyroki‎ ‎nieba‎ ‎dotknięty został‎ ‎cholerą.‎ ‎O!‎ ‎cóż to‎ ‎się‎ ‎wtedy‎ ‎działo‎ ‎w‎ ‎ubogiem‎ ‎mieście.‎ ‎Gdy‎ ‎ta‎ ‎smutna‎ ‎nowina‎ ‎rozbiegła,‎ ‎lud‎ ‎gromadnie‎ ‎spieszył‎ ‎na‎ ‎probostwo.‎ ‎Był to‎ ‎ostatni‎ ‎dzień‎ ‎lipca,‎ ‎większa‎ ‎część‎ ‎mieszkańców‎ ‎znajdowała‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎polu‎ ‎przy‎ ‎pracy,‎ ‎lecz‎ ‎gdy doszła‎ ‎ich‎ ‎wieść‎ ‎smutna,‎ ‎co‎ czem ‎prędzej‎ ‎biegli‎ ‎dowiedzieć‎ ‎się‎ ‎o‎ ‎prawdzie,‎ ‎i‎ ‎każdy‎ ‎jak‎ ‎piorunem rażony,‎ ‎stał‎ ‎osłupiały‎ ‎na‎ ‎straszne‎ ‎słowa:‎ ‎„Wikary‎ ‎umiera‎‎”.‎

Żydkowie‎ ‎nawet‎ ‎cisnęli‎ ‎się‎ ‎na dziedziniec‎ ‎jego‎ ‎mieszkania,‎ ‎bo‎ ‎ksiądz‎ ‎Wikary zarówno‎ ‎wspierał‎ ‎katolika,‎ ‎lub‎ ‎ubogiego‎ ‎żydka, jako‎ ‎bliźniemu‎ ‎niósł‎ ‎ochoczo‎ ‎wszelką‎ ‎pomoc, każdemu‎ ‎wzywającemu‎ ‎ratunku,‎ ‎wykonywając słowa‎ ‎pisma‎ ‎świętego.‎ ‎Otóż‎ ‎mieszkańcy‎ ‎cisnęli się‎ ‎do‎ ‎drzwi‎ ‎probostwa,‎ ‎do‎ ‎izby,‎ ‎gdzie‎ ‎ksiądz‎ ‎wikary‎ ‎leżał‎ ‎martwy‎ ‎prawie‎ ‎na‎ ‎łożu‎ ‎boleści,‎ ‎a‎ ‎obok‎ ‎niego‎ ‎stał‎ ‎lekarz‎ ‎miejscowy,‎ ‎równy‎ ‎mu‎ ‎cnotą‎ ‎i‎ ‎poświęceniem,‎ ‎i‎ ‎widział‎ ‎z‎ ‎boleścią‎ ‎serca niepodobieństwo‎ ‎ratunku.

Ó!‎ ‎cóżby‎ ‎on‎ ‎dał‎ ‎wtedy,‎ ‎gdyby‎ ‎go‎ ‎wrócić‎ ‎mógł ubogiej‎ ‎trzodzie,‎ ‎co‎ ‎łkaniem‎ ‎rozdzierała‎ ‎mu‎ ‎pierś szlachetną‎ ‎i‎ ‎wołała:‎ ‎Ratuj‎ ‎naszego‎ ‎ojca!‎ ‎Nie‎ ‎pomogły‎ ‎łzy,‎ ‎modlitwy,‎ ‎jęki‎ ‎rozpaczy;‎ ‎skonał‎ ‎ksiądz wikary‎ ‎w‎ ‎godzin‎ ‎kilka.‎ ‎Nie‎ ‎żałował‎ ‎on‎ ‎pewno życia,‎ ‎bo‎ ‎umierał‎ ‎przez‎ ‎miłość‎ ‎bliźniego,‎ ‎przez tę‎ ‎świętą‎ ‎miłość,‎ ‎która‎ ‎nam‎ ‎raju‎ ‎wrota‎ ‎otwiera, przez‎ ‎którą‎ ‎skonał‎ ‎Chrystus‎ ‎na‎ ‎krzyżu!‎ ‎Miasto okrył‎ ‎głęboki‎ ‎smutek,‎ ‎parafianie‎ ‎pogrążeni‎ ‎w żalu,‎ ‎zaniechali‎ ‎pracy,‎ ‎każdy‎ ‎siedział‎ ‎w‎ ‎domu‎ ‎po nury,‎ ‎oniemiały,‎ ‎lub‎ ‎szedł‎ ‎na‎ ‎probostwo,‎ ‎by raz‎ ‎jeszcze‎ ‎ujrzeć‎ ‎ojca‎ ‎swego‎ ‎i‎ ‎dobroczyńcę. Leżał‎ ‎on‎ ‎teraz,‎ ‎leżał‎ ‎bez‎ ‎życia,‎ ‎usta‎ ‎jego‎ ‎oniemiały‎ ‎na‎ ‎słowa‎ ‎pociechy,‎ ‎ręce‎ ‎zwisły, mar‎‎twe‎ ‎na‎ ‎datek‎ ‎chrześciański.

—‎ ‎W‎ ‎dzień‎ ‎pogrzebu‎ ‎z‎ ‎miasta‎ ‎i‎ ‎wsi‎ ‎sąsiednich,‎ ‎należących‎ ‎do parafii‎ ‎Sokołowskiej,‎ ‎zbiegł‎ ‎się‎ ‎ludek‎ ‎ubogi, płacz‎ ‎w‎ ‎kościółku‎ ‎głuszył‎ ‎śpiew‎ ‎kapłana,‎ ‎co sprawiał‎ ‎świętą‎ ‎ofiarę,‎ ‎i‎ ‎głos‎ ‎organów‎ ‎ginął w‎ ‎jęku‎ ‎rozpaczy‎ ‎biednych‎ ‎wdów‎ ‎i‎ ‎sierot.‎ ‎A gdy‎ ‎trumnę‎ ‎w‎ ‎ziemię‎ ‎złożono,‎ ‎rzucili‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎dół grobowy‎ ‎za‎ ‎nią‎ ‎jakby‎ ‎chcąc‎ ‎wyrwać‎ ‎znikomości tego‎ ‎co‎ ‎był‎ ‎ojcem‎ ‎i‎ ‎opiekunem.‎ ‎Po‎ ‎pogrzebie‎ ‎niebawem‎ ‎grobowiec‎ ‎ustrojony‎ ‎w‎ ‎różnobarwne‎ ‎kwiaty‎ ‎ręką‎ ‎wdzięcznych‎ ‎parafian,‎ ‎stanął‎ ‎na‎ ‎obszernym‎ ‎cmentarzu.‎ ‎Lecz‎ ‎niedość‎ ‎na‎ ‎te,‎ ‎za‎ ‎staraniem‎ ‎jednego‎ ‎z‎ ‎zacnych‎ ‎oby‎wateli‎ ‎w‎ ‎pobliżu‎ ‎Sokołowa‎ ‎mieszkającego,‎ ‎co‎ ‎umiał‎ ‎poczciwem‎ ‎sercem‎ ‎ocenić‎ ‎cnotę‎ ‎i‎ ‎poświęcenie‎ ‎wikarego,‎ ‎ma‎ ‎się jego‎ ‎grobowiec‎ ‎ozdobić‎ ‎kamieniem.‎ ‎Daj‎ ‎nam‎ ‎Boże‎ ‎więcej‎ ‎takich‎ ‎pasterzy‎ ‎dla‎ ‎ubogiej‎ ‎trzódki,‎ ‎jakim‎ ‎był‎ ‎wikary‎ ‎Czarnocki! —Daj‎ ‎zarówno‎ ‎i‎ ‎takich ludzi,‎ ‎co by‎ ‎umieli‎ ‎prawdziwą‎ ‎uszanować‎ ‎zasługę,‎ ‎i‎ ‎uświęcić‎ ‎jej‎ ‎pamięć‎ ‎pomnikiem!

Dwa‎ ‎zatem‎ ‎staną‎ ‎na‎ ‎grobie‎ ‎wikarego‎ ‎pomniki: jeden‎ ‎kruszcowy‎ ‎z‎ ‎wyrytym‎ ‎napisem,‎ ‎drugi‎ ‎złożony‎ ‎z‎ ‎łez‎ ‎wdzięczności‎ ‎prostaczków,‎ ‎którego‎ ‎czas‎ ‎”nie‎ ‎zniszczy,‎ ‎i‎ ‎niegodne‎ ‎ręce‎ ‎ludzkie‎ ‎nie‎ ‎uszkodzą”.‎ ‎On to‎ ‎w‎ ‎odległą‎ ‎potomność‎ ‎przekaże‎ ‎pamięć‎ ‎sprawiedliwego.

I‎ ‎ty‎ ‎czytelniku!‎ ‎kochaj‎ ‎bliźniego,‎ ‎jak‎ ‎kochał‎‎ł brat‎ ‎wikary,‎ ‎by‎ ‎twą‎ ‎pamięć‎ ‎uczciła‎ ‎potomność,‎ ‎a‎ ‎na‎ ‎grobie‎ ‎wznieśli‎ ‎ci‎ ‎pomnik‎ ‎miłośnicy‎ ‎cnoty!

Urodzony 10 maja 1802 r. w Strusach, syn Józefa i Antoniny Czarnockiej. Seminarium duchowne i Węgrowie i w Warszawie, święcenia kapłańskie w Warszawie 28.08.1825r, Od 23.10.1825r. wikariusz parafii Ostrówek w dekanacie garwolińskim, w latach 1830-1832 administrator, a od 12.01.1832r. proboszcz parafii Ostrówek do śmierci w 1866 r. i tam pochowany.

„W wyniku trzeciego rozbioru Polski, kiedy granica między zaborcami na Wiśle rozdzieliła parafię górską, filialny kościół w Ostrówku stał się odrębną parafią (25 VI 1798). W skład parafii wchodzą Kosumce, Ostrówek, Glinki i Władysławów. Pożar w 1812 roku i wylew Wisły w roku następnym dokonały prawie zagłady wsi. Zabudowania kościelne, a także chaty włościan wyremontował wielce zasłużony dla Ostrówka proboszcz Jan Nepomucen Strus, będąc proboszczem do 1866 r. Za niego wody wiślane znów podmyły kościół i proboszcz wzniósł nową świątynię z dala od rzeki (1850)..– podaje historia parafi Ostrówek (https://karczew.pl/asp/ostrowek,95,,1).

Urodził się 13 stycznia 1839 r. w Strusach jako syn Teofila i Marianny Kryńskiej. Przez dwa lata (1854-56) przygotowywał się do seminarium i udzielał korepetycji (nie miał jeszcze lat aby wstąpić do seminarium duchownego), a od 1856 r. był w seminarium duchownym w Janowie Podlaskim. Od 1859 r. był studentem Akademii Duchownej Rzymsko-Katolickiej w Warszawie, tam w 1863 r. uzyskał tytuł “kandydat Świętej Teologii”.

Święcenia kapłańskie otrzymał dnia 6 kwietnia 1862 r. Po święceniach został wikariuszem parafi Łuków w latach 1863-65, następnie profesorem seminarium w Janowie Podlaskim – od 1 września 1865 r. wykładał prawo kanoniczne i filozofię. Od 1867 r. był nauczycielem religii w gimnazjum siedleckim (wymieniony w spisie nauczycieli Rusko-Grecko-Uniackiego Gimnazyum Mężkiego z roku 1869), od 1869 r. proboszcz i dziekan w Białej Podlaskiej oraz nauczyciel w gimnazjum.

Stąd usunięty w 1877 r. za „sprzyjanie unitom” znalazł się nad Wisłą jako proboszcz w parafii Bochotnica (koło Nałęczowa i Lublina) w dekanacie Nowo-Aleksandryjskim (dzisiaj Puławy). W 1887r. nie został zatwierdzony przez generał-gubernatora warszawskiego na proboszcza parafii Włostowice i dziekana dekanatu Nowo-Aleksandryjskiego. Zmarł w Bochotnicy 2 kwietnia 1890 r. i tam został pochowany. Ogólnie przez całe życie był słabego zdrowia. Dzisiaj par. Bochotnica nie istnieje, w 2 poł. XX wieku miejscowość Bochotnica została administracyjnie włączona do Nałęczowa.

Trzy wypisy z pracy (Kubicki 1939) przybliżają sylwetkę ks. Stanisława Strusa.

  1. Naczelnik wojenny powiatu łukowskiego, guberni lubelskiej 28 sierpnia 1865 r. doniósł do kancelarii namiestnika Królestwa Polskiego (Fiodor Berg), że ksiądz Stanisław Struss ma opinię politycznie nieprawomyślnego, dlatego pożyteczniejszą będzie rzeczą odmówić zgody rządowej na profesurę jego w seminarjum diecezji podlaskiej, które również w 1861 r. brało udział w powstaniu.
  2. Warszawski jenerał gubernator dn. 1 (13) maia 1875 r. zawiadamiając biskupa lubelskiego, że ksiądz Stanisław Strus, proboszcz i dziekan z Białej (Podlaskiej), guberni siedleckiej, odprawiał nabożeństwa w Kodniu i Rossoszy, zakazuje aby to w myśl wydanych postanowień rządowych, w przyszłości nie powtarzało się więcej.
  3. Warszawski jenerał gubernator (Paul von Kotzebue) 14 grudnia 1876 r. powiadomił biskupa lubelskiego, że proboszcz i prefekt z Białej Podlaskiej, ksiądz Stanisław Strus ochrzcił dziecię ze wsi Gród, pow. konstantynowski, guberni siedleckiej, urodzone z rodziców Jana, „prawosławnego” i Zofji katoliczki, Bujaczkowskich. „Ponieważ, pisze jenerał gubernator Kocebue, już kilkakrotnie ksiądz Stanisław Strus był notowany za podobne „nielegalne” czyny mieszania się w sprawy prawosławia, przeto postanowiłem zwolnić go z zajmowanych stanowisk”. Dopiero w czerwcu 1877 r. tenże jenerał gubernator wyraził swą zgodę na naznaczenie księdza Stanisława Strusa na probostwo do Bochotnicy w powiecie puławskim, guberni lubelskiej.

Urodził się 25 grudnia 1852 r. w Strusach, par. Kożuchówek, syn Jana i Józefy z domu Strus,

“Najstarszy syn Jana – Ignacy wybrał stan duchowny. Jako diakon w seminarium duchownym w Warszawie, przed Wielkanocą w Janowie Podlaskim pojechał święcić pokarmy. Przeziębił się i zmarł na zapalenie płuc. Katarzyna (żona Franciszka, brata Ignacego) wspominała, że pocztylion, który konno z Siedlec wiózł dla rodziny zawiadomienie o śmierci trąbił na żałobę kiedy z gościńca zjeżdżał na drogę wiodącą do wsi (2 km). Kiedy usłyszała głos trąbki pomyślała zaraz: z pewnością umarł Ignacy” (ze wspomnień Mikołaja Strusa).

Grób diakona Ignacego Strusa na Powązkach odnalazł na początku lat siedemdziesiątych XX w. ks. Józef Strus, wnuk Jana. W roku 2022 wyszukiwarka internetowa cmentarza powązkowskiego nie wskazuje już grobu Ignacego.

Ks. Józef Strus
*1905 +1973

Urodzony 13 marca 1905 r. w Strusach. Uczył się kolejno w Strusach, Siedlcach, Białej Podlaskiej. Następnie udał się do nowicjatu salezjańskiego w Kleczy Dolnej koło Wadowic. Maturę zdał w Krakowie w 1925 r. Potem ukończył fizykę na Uniwersytecie Poznańskim z tytułem magistra. 3 czerwca 1934 r. został wyświęcony na kapłana przez ks. arcybiskupa Sapiehę.

W Różanymstoku przez pięć lat był kierownikiem gimnazjum salezjańskiego. W grudniu 1939 r. przedostał się z ziem zajętych przez Sowietów do Sokołowa Podlaskiego, gdzie po roku otrzymał nominację na dyrektora i podjął tajne nauczanie. W 1949 r. został dyrektorem Wyższego Seminarium Duchownego (WSD) Towarzystwa Salezjańskiego w Woźniakowie, zaś po pięciu latach dyrektorem WSD w Lądzie. W 1959 r. został wybrany przełożonym Prowincji św. Stanisława Kostrki (Inspektorem). W latach 1968-1971 pełnił funkcję dyrektora domu salezjańskiego w Zielonem koło Warszawy. Stamtąd został przeniesiony do Łodzi, gdzie zmarł 29 kwietnia 1973 r

Księdzu Józefowi w tym portalu poświęcony jest oddzielna biografia: Ks. Józef Strus

Ks. Andrzej Strus
*1938 +2005

Urodził się 19 kwietnia 1938 w Strusach. Nowicjat w Towarzystwie Salezjańskim i studia w seminarium duchownym odbył w latach 1954-1964. W 1964 roku przyjął święcenia kapłańskie. Po krótkiej pracy w Łodzi studiował biblistykę na KUL. W roku 1969 ks. został skierowany na specjalistyczne studia biblijne na Biblicum w Rzymie zakończone doktoratem w roku 1976. Potem pełnił swoją biblijną posługę Polsce i w Salezjańskim Instytucie św. Pawła w Cremisan k. Betlejem w Izraelu, w Lubumbashi w Kongo, w Istituto Internazionale Don Bosco w Turynie. W 1997 roku osiadł na stałe w Rzymie na Università Pontificia Salesiana (UPS), gdzie w uznaniu pracy naukowej i dydaktycznej uzyskał tytuł profesora zwyczajnego nauk biblijnych.

Pisał publikacje książkowe i artykuły w uznanych periodykach biblijnych europejskich i polskich, redagował książki naukowe i popularyzujące Biblię, chętnie włączał się w różne inicjatywy naukowo-pastoralne. Chętnie przyjmował propozycje wykładów w kraju i za granicą pracując jako wykładowca akademicki na macierzystym uniwersytecie.

Prawdziwą jego pasją w ostatnich latach życia stała się archeologia biblijna. Prowadził badania i warsztaty archeologiczne w Ziemi Świętej dla studentów UPS. Prowadził badania archeologiczne w regionie Szefeli oraz w Beth Gemal (Khirbet Jiljil) i Beth Shemesh w Izraelu. Odszedł do Pana, którego umiłował, w dniu 12 czerwca 2005 roku.
Księdzu Andrzejowi poświęcona jest oddzielna biografia: Ks. Andrzej Strus

Poza kapłanami wywodzącymi się ze Strusów w linii ojczystej, można wymienić afiliowanych w linii macierzystej.

Ks, Jaroszewicz Czesław
*1865 +1940

Urodzony w Mężeninie, pow. zambrowski, ochrzczony w Hadynowie, pow. knstantynowski. Syn Michała i Albiny ze Strusów małżonków Jaroszewicz.

Wyświęcony w 1887 r. Wikariusz i administrator w Lublinie, Kossowie, Wożuczynie, Skórcu, Borowie, Wargocinie, Urzędowie, Kłoczewie. Proboszcz w Skórcu, Leśnej, Ostrówku, Tuchowiczu.

W roku 1896, kiedy był proboszczem w Wożuczynie, nie spodobał się władzom carskim, bo działał na niekorzyść prawosławia. Jeneralny Gubernator 10 lipca 1896 r. zwrócił się do biskupa lubelskiego o przeniesienie księdza z Wożuczyna na biedniejszą, pozaunicką parafię.

Mężenin położony jest o 10 km na wschód od wsi Wybrany, w której mieszkał Antoni Strus, prawnuk Jana wylegitymowany w 1853 roku przez Heroldię. To czyni prawdopodobnym powiązanie ks. Czesława z rodziną Strusów ze Strus. Obecnie (r. 2022) w Mężeninie nie ma śladu po Jaroszewiczach ani w Wybranach po Strusach.

Marian i Zygmunt to rodzeni bracia, synowie Franciszka i Tekli Strus, małżonków Błońskich z Kożuchowa.

Zostaw komentarz

* Korzystając z tego formularza, zgadzasz się na przechowywanie i przetwarzanie Twoich danych przez tę witrynę.

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Akceptuj Czytaj więcej